Artykuł napisany przez

Skończyła filologię polską już jakiś czas temu, a mimo to wciąż doganiają ją dylematy i zagwozdki językowe. Blog ten prowadzi po to, aby poprawić chociaż drobny odsetek błędów...

16 komentarzy

Strona 1 z 1
  1. Ruciński
    Ruciński z | | Odpowiedz

    Pisząc na komputerze, korzystać z Worda. Wypowiadając się w internecie, korzystać z Firefoxa i dodatku poprawiającego błędy. 🙂

    A w życiu? Nie wiem.

  2. korzen
    korzen z | | Odpowiedz

    Wydawać zaświadczenia ludziom którzy pomimo recytowania z pamięci zasad robią notorycznie błędy kwalifikujące ich do odpowiednich dysfunkcji, a nie każdemu kto nawet się nie pokusi o ich kilkunastokrotne powtórzenie.

    Dysfunkcje traktować jak dysfunkcje fizyczne – orzekać o nie pełnej sprawności umysłowej (??). Jeżeli ktoś jest chory na coś nie powinno mu przeszkadzać zaświadczenie o jego chorobie.

  3. Paweł Zinkiewicz
    Paweł Zinkiewicz z | | Odpowiedz

    Naciągane są w 90% przypadkach. Jak nie masz papierka to jesteś teraz frajerem, dokładnie odwrotnie niż za moich czasów. Smutne to wszystko, ale skoro władza zdołała dostosować nowa maturę do poziomu tych idiotów, zamiast pozwolić im równać do starej, to naprawdę nie ma się co dziwić niczemu już.

  4. eRIZ
    eRIZ z | | Odpowiedz

    Właśnie z ww. przez Was powodów wszelkie dys- IMHO należy tępić dotąd, aż osoby na nie cierpiące wreszcie się ruszą i nauczą poprawnie pisać. A „popuszczanie” wcale ku temu nie służy. Zamiast ignorować oceny z dyktand, obniżać wszystkie o 1/2. Wiem, że to może się wydawać mało tolerancyjne, ale radykalne rozwiązania są zazwyczaj skuteczne.

    I potem zdarzają się ludzie, którzy piszą „dorzynki”. A zazwyczaj zdarza się, że dostając papierek o dyfunkcji nie robią NIC, aby ją zwalczyć. Osobiście, znam tylko jedną osobę, która ma dysortografię, ale każdą uwagę sobie bierze do serca i pisze dziesiątki tekstów w zeszyciku na ćwiczenia.

  5. Łukasz Sobek
    Łukasz Sobek z | | Odpowiedz

    Wystarczy postawić sprawę jasno: będziesz dobrze pisał (albo ładnie – niepotrzebne skreślić), w tym, że bedzie cię to kosztowało więcej wysiłku. W zamian satysfakcja będzie o wiele większa. Dys-xxxx i lenistwo, to dwie różne sprawy 😉

  6. dzg
    dzg z | | Odpowiedz

    Mi tez kiedyś polonistka powiedziała ze mam dysleksje, a że jestem absolwentem dobrego liceum i dodatkowo klasy humanistycznej to pojechała mi trochę po ambicji. Od tego czasu zacząłem się bardziej pilnować i już nie popełniam błędów, a przynajmniej takich rażących. Gdy nie jestem pewny danego słowa, to sprawdzam jak się je poprawnie pisze i wtedy na drugi raz już z nim problemów nie mam. Dlatego też uważam, że takie coś jak dysleksja nie istnieje, są to jedynie zaniedbania w kształceniu i lenistwo oraz niechlujstwo. Jeśli ktoś chce pisać poprawnie to będzie pisał, nawet jeśli nie jest mistrzem ortografii to skorzystanie ze słownika nie jest żadnym wstydem.

  7. Łukasz Sobek
    Łukasz Sobek z | | Odpowiedz

    @dzg

    Dysleksja istnieje i jest naukowo udowodniona, problem (tak jak piszesz) polega nie na tym, że dysleksja istnieje, ale na tym, że pojecie jest (i „korzyści” z tego płynące są) nadużywane. Dzieki solidnej i mądrej pracy niejeden dyslektyk pisze lepiej od niejednego „lektyka”.

  8. eRIZ
    eRIZ z | | Odpowiedz

    Łukasz, to tak samo, jak z prokrastynacją, też jest „naukowo udowodniona”. Wiele słabości można jakoś mądrze nazwać, przekonać odpowiednich ludzi, że to „naukowo udowodnione” i hulaj dusza.

  9. ola
    ola z | | Odpowiedz

    Ja natomiast idąć do gimnazjum miałam orzeczoną dysortografię, jednak nie uważałam, że mam lepiej bo „jedynki z dyktanda się nie liczą”, tylko okropnie się wstydziłam przed kolegami i koleżankami w klasie, że mając 13 czy 14 lat popełniałam błędy z podstawówki. Postanowiłam wziąć się za siebie i trzy lata później poprawiałam błędy znajomych. Oczywiście nie mówię, że teraz po zakończeniu edukacji (przynajmniej chwilowo) nie popełniambłędów, bo zdarza się, jednak jeśli mam wątpliwości co do pisowni zawsze wolę sobie sprawdzić, a tekst przeczytać kilka razy zanim gdziekolwiek go umieszczę.

  10. olgacecylia
    olgacecylia z | | Odpowiedz

    Nie da się oszukać na tych testach. Przecież diagnoza to nie tylko napisanie kilku słów, ale też rozmowa, analiza zeszytów, konsultacje z nauczycielami i rodzicami.

    Dysfunkcje istnieją, są to wrodzone nieprawidłowości w rozwoju mózgu. Jednak wystawienie „papierka”, czyli diagnoza, jest tylko początkiem leczenia. Nie da się całkowicie wyleczyć dysfunkcji ze względu na ich genezę, ale można nauczyć dziecko nad nimi panować.

    I tak – dysgrafik dostaje dodatkowy czas na egzaminie, żeby nie spieszyć się z pisaniem, dzięki czemu pismo jest wyraźniejsze i mniej w nim charakterystycznych dla dysgrafii błędów. To go jednak nie zwalnia od ćwiczeń kaligraficznych.

    (Akurat jestem na bieżąco, bo mój Braciszek ostatnio takie testy miał i właśnie dysgrafię mu zdiagnozowano.)

    Dodam jeszcze, że „papierek” NIE JEST DOŻYWOTNI. Wystawia się go na rok, dwa, później trzeba przyjść do kontroli.

    A jeśli rodzice wolą dać psychologowi w łapę zamiast pozwolić mu spokojnie wystawić diagnozę – to już jest problem nie dzieci, ale rodziców. I psychologów.

  11. Anahella
    Anahella z | | Odpowiedz

    A ja widzę światełko w tunelu.

    Znajomy (ma dziś po trzydziestce) załatwił sobie przed maturą zaświadczenie o dysortografii. Jeszcze na studiach otworzył działalność gospodarczą, która dziś jest sporą firmą.

    Któregoś dnia usłyszał, jak sekretarki nabijają się z jego ortografii. Zdał sobie wtedy sprawę, że tak naprawdę każdy jego mail coś o nim mówi. Sekretarkę można zwolnić i przyjąć kogoś dyskretniejszego. Ale co z kontrahentami? Czy funkcjonuje w środowisku jako „ten prostak, który po polsku pisać nie umie”?

    Drodzy poloniści: mam dla Was pomysł na biznes! Otwierajcie szkoły ortografii dla dorosłych, bo popularność papierków o dysfunkcji napędzi Wam klientów i napełni portfele.
    Pomysł jest prosty:
    – przygotować odpowiedni program
    – wysłać oferty tam, gdzie są ludzie z klasą, dbający o swoją reputację
    – zapewnić o dyskrecji.

  12. ArturAmstaff
    ArturAmstaff z | | Odpowiedz

    Nie znam nikogo w wieku >40lat z jakąś dysfunkcją. Dostawał uczeń linijką, klęczał na grochu albo stał w kącie, aż się nauczył. Teraz dają żółte papiery i kładą lachę na takich debili, którzy chyba chcą wzbudzić litość, tylko nie wiem w kim.

  13. ArturAmstaff
    ArturAmstaff z | | Odpowiedz

    a w szoku byłem, jak na liście z zakupami panienka napisała „wutka”:/ masakra. Dziwne, bo nie była blondynką…

Prosimy o komentarz z Twoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem.

Napisz odpowiedź

Przeczytaj poprzedni wpis:
Zarobki nauczycieli…
Zamknij