Artykuł napisany przez

Skończyła filologię polską już jakiś czas temu, a mimo to wciąż doganiają ją dylematy i zagwozdki językowe. Blog ten prowadzi po to, aby poprawić chociaż drobny odsetek błędów…

19 komentarzy

Strona 1 z 1
  1. Sens
    Sens z | | Odpowiedz

    Nie oszukujmy się, nauczyciel używa innego
    języka w szkole, innego prywatnie.

    Jeżeli potrafi przekazać „Sztywne regułki” tak,
    że jakoś to dotrze do odbiorcy, czemu nie, niech
    będzie.

    Jednak większość nauczycieli z tym sobie nie radzi,
    co wtedy?
    Uczniowie uczą się regułki na pamięć(!),
    nie wiedząc nawet, czego się uczą.

    Poza tym, mowa potoczna nie oznacza wcale złego
    słownictwa. Ona jest najczęściej łącznikiem,
    który zapewnia zrozumienie i szacunek.

    Wiadomo, lekcje języka Polskiego ciężko jest
    przedstawić obrazowo, ale trudne słownictwo,
    które de facto nie jest wyjaśniane, a tylko przytaczane
    w pewnych kwestiach, budzi odrazę i nie wciąga.

    Wiele zależy od nauczyciela, acz humor (tylko proszę,
    nie każcie mu stać na baczność) i ciekawe opowiadanie
    zachęcają, to tak jak z dobrą książką.

    Nie ma nic gorszego, niż sztywny nauczyciel, a sztywny
    nauczyciel, równa się nauczyciel, który się boi i jeżeli
    tylko uczniowie to wyczują, wejdą mu na głowę.
    Nie jest to dobre rozwiązanie.

    Szkoła to nauka, ale w dużej mierze przez zrozumienie
    i szacunek.
    Inaczej – nauczyciel nie będzie miło wspominany,
    a uczniowie gówno się nauczą. (A raczej tyle, ile
    sami będą chcieli)

    Miałem idealną polonistkę. Była surowa, fakt.
    Lecz przy tłumaczeniu, rozmawiała z nami,
    jak z dobrymi znajomymi, przy tym dbając
    o wymowę, nie eksponując jej nadmiernie.
    To co mieliśmy do zapisania w sztywnej formule,
    kazała pisać, przy tym tłumacząc na mowę potoczną.
    Pomagało to pojąć wiele definicji, które kojarzono
    prostym szyfrem, wręcz banalnym.

    Nie dała sobie wejść na głowę, wręcz to ona
    wchodziła na głowę uczniów, by zrozumieli wiele spraw.
    Mimo to, przez większość (97% – strzelam) wspominana jest bardzo dobrze, a wręcz jako jedyna nauczycielka, która coś
    potrafiła wyjaśnić i dotrzeć do uczniów.

    Wszystko zależy, kto z kim się spotka. Mimo to, nie jestem za sztywnym gorsetem – za mocno uciska i nie daje myśleć.

  2. sfah
    sfah z | | Odpowiedz

    Nauczyciel języka polskiego powinien posługiwać się naprawdę idealną polszczyzną. Nienawidzę gdy ktoś popełnia takie proste błędy jak przykładowo: tą zapalniczkę czy te stwierdzenie. No naprawdę, bez przesady.

  3. eRIZ
    eRIZ z | | Odpowiedz

    Miałem idealną polonistkę. Była surowa, fakt.
    Lecz przy tłumaczeniu, rozmawiała z nami,
    jak z dobrymi znajomymi, przy tym dbając
    o wymowę, nie eksponując jej nadmiernie.

    No, o to mi właśnie chodziło. ;]

    Ogólnie, zgadzam się z całą wypowiedzią ~Sensu.

  4. rysielec
    rysielec z | | Odpowiedz

    Przy tej rozmowie widać, że jedna każda strona ze sporu widzi samą skrajność w argumentach drugiej. Przecież tu chodzi o złoty środek – mówienie poprawnym, ale ludzkim i z kolorytem językiem do ucznia. 🙂

  5. rysielec
    rysielec z | | Odpowiedz

    Hm, no to jak chcesz dyskusji to proszę:

    Zauważyłem, że jak tłumaczę prostackim językiem mojej siostrze matematykę, to bardziej kuma o co chodzi 😉

  6. rysielec
    rysielec z | | Odpowiedz

    Nie wiem. 🙂 Zależy od klasy chyba 🙂

  7. stokrotka
    stokrotka z | | Odpowiedz

    Jestem za stosowaniem poprawnego, ale prostego języka. Skomplikowane słowa, złożone zdania itp. nie pomagają w zrozumieniu praw fizyki, bo zamiast na celu tłumaczenia ktoś będzie się skupiał na sensie tego, co się do niego mówi. Trudne rzeczy należy tłumaczyć prosto, co nie znaczy niepoprawnie.

  8. Ola_la
    Ola_la z | | Odpowiedz

    Jako filolożka zgadzam się w 100% z tym, że nauczyciel (a zwłaszcza polonista) powinien posługiwać się poprawną polszczyzną.

    Nie wyobrażam sobie nauczycieli używających słów tj. wziąść :/, wyłanczać :/czy kupywać :/!!!!

    A kontakt z uczniami [a propos docierania do nich] można nawiązać pokazując im i tłumacząc błędne stwierdzenia w sposób zabawny i przystępny jednocześnie.

  9. siedemnastoipółletnia

    Mi polonista w gimnazjum wmawiał, że „włanczać” jest poprawne 🙂 (niek w formie pisanej, ale bodajze o wymowie…) Już nie mówiąc o tym, że włanczał światło.

  10. Linarea
    Linarea z | | Odpowiedz

    Moja polonistka z liceum upierała się, że słowo „myślnik” jest niepoprawne. Za każdym razem podczas dyktowania mówiła „pauza” (skąd zyskała sobie takie właśnie przezwisko). Poza tym miała bardzo irytujący zwyczaj mówienia „ja nie rozumie” – nie dała sobie wytłumaczyć, że ta forma jest po prostu błędna.

  11. Klaudia
    Klaudia z | | Odpowiedz

    Na „włanczanie” mam zazwyczaj jedno pytanie: „a mówisz ‚włącznik’ czy ‚włancznik’?” Na ogół działa 🙂

    Osobiście, bardzo sobie cenię poprawność językową. Moi znajomi nauczyli się (z moją pomocą, nie ukrywam) stosować poprawnie „tę”, co daje mi wielką satysfakcję. I, włączając się do dyskusji, uważam, że każdy szanujący się (i język ojczysty) Polak (w szczególności ten, zwany nauczycielem) powinien dbać o poprawność językowa. I to niezależnie czy jest w pracy, czy nie.
    Jeśli zaś chodzi o tłumaczenie na chłopski rozum, to – zapewniam – można to czynić nie popełniając błędów językowych.
    Nie wyobrażam sobie nauczyciela, zwłaszcza językowca (choć nie tylko polonisty), który nie stosuje poprawnie zasad języka polskiego.
    Natomiast „wyrazy bezkońcówkowe”, typu „nie rozumie” są zjawiskiem, z którym spotykam się na co dzień i najprawdopodobniej jest ono środowiskowe. Oczywiście, „nie rozumie” jest niepoprawne językowo i czasem mocno irytujące, niemniej, chyba każdy z nas dobrze wie, jak trudno walczyć z przyzwyczajeniami… swoimi lub cudzymi.

    Do niedawna sama stosowałam błędnie wyrażenie: „gdzie to pisze?”, szukając np. notki o konkretnej tematyce. Oczywiście, poprawnie brzmiałoby: „gdzie to jest/zostało napisane?”, ponieważ w danym momencie nie pisała tego żadna (l. poj.) trzecia osoba (on, ona, ono). 🙂

  12. Marta
    Marta z | | Odpowiedz

    Jestem w podobnej sytuacji, co eRIZ – również uczę polskiego w podstawówce i też miałam problem z przestawieniem się na język prostszy w odbiorze. Łatwo się deliberuje nad poprawnością językową, trudniej jest znaleźć w ciągu minuty kilka synonimów słowa, które wydaje się oczywiste a dla Marka z drugiej ławki jest kompletnie obce (i bynajmniej nie chodzi o terminy specjalistyczne, po prostu przychodząc do szkoły prosto po studiach zupełnie naturalnie używamy bogatszego i lepiej rozwiniętego języka). Na szczęście człowiek jest istotą szczególnie wrażliwą na język i po ponad roku pracy stwierdzam, że udało mi się zorientować w słownictwie uczniów, wiem, które słowa mogą stanowić problem. Używam innego języka niż na odzień, co nie znaczy, że niepoprawnego – musiałam się jednak sporo popracować nad bogatszym zbiorem synonimów. Zdarza mi się używać słownictwa z zakresu normy potocznej ? język mówiony nie jest tym samym, co język pisany. Ważny jest jednak kontekst ? często wygłupiamy się językowo, tworzymy neologizmy, eksperymentujemy z prefiksami i stopniowaniem itp. ( mój ulubiony przykład: ?najfajośniejszy?). Z klasa szóstą sprawdzaliśmy znaczenie przekleństw (wielkim rozczarowaniem dla dzieciaków była ?kutwa?). Analizujemy błędy, grzebiemy w etymologii, żeby je wyjaśnić. Wszystko to odbywa się na gruncie rozmów o języku i pod moją kontrolą, ja ustalam granice i schodzę do poziomu języka potocznego w konkretnym celu. Błędy są niedopuszczalne ? wątpię zresztą by ktokolwiek świadomie i perfidnie mówił błędnie, zwykle nie ma tego świadomości ? ale jestem za rozluźnianiem gorsetu językowego (w granicach normy, z tym że bardziej potocznej-zwłaszcza, ze potoczna polszczyzna jest czasem przeurocza), właśnie dlatego, że jestem przykładem dla dzieciaków. Wielokrotnie przeprowadzałam lekcje o tym, że styl wypowiedzi jest jak styl ubierania. Dzieciaki doskonale rozumieją, że tak jak oceniamy po stroju, tak możemy ocenić po języku (lub zostać ocenionym). Czasem możemy ubrać się swobodnie, czasem musimy wystąpić na galowo, ale nigdy nie pokazujemy się publicznie w obdartych gatkach (słowo potoczne ale jakże na miejscu!!). W szkole dozwolony jest strój swobodny i oficjalny, ostry sprzeciw dla gatek;)

  13. Monika
    Monika z | | Odpowiedz

    Witam i gratuluję interesującego bloga;)
    Co do dyskusji – w czwartek rozpoczynam trzecią klasę liceum, więc z językiem używanym przez nauczycieli jestem ‚na bieżąco’;)
    Uważam, że poprawnie gramatycznie powinien mówić tylko nauczyciel języka polskiego. Polonistka, z którą mam zajęcia, stara się mówić wzorcowo i muszę przyznać, że gdyby mówili tak również nauczyciele innych przedmiotów, niewiele bym z tych lekcji wyniosła. Pani polonistka niestety często nie mówi zupełnie płynnie, od czasu do czasu musi zastanowić się nad danym zwrotem, wyrazem, zanim go wypowie. Mam lekcje także z inną polonistką (rozszerzenie), której czasami zdarzają się błędy (lecz często później się poprawia), bo mówi po prostu szybciej i swobodniej. I właśnie takie używane na co dzień zwroty szybciej i lepiej docierają do uczniów niż zupełnie wzorcowa, rzadko stosowana w życiu codziennym polszczyzna. A co z nauczycielami klas 1-3? Uważam, że w młodszych klasach nauczyciele powinni mówić zrozumiale, ale też poprawnie, lecz unikając trudnych, rzadko używanych słów. Choć, moim zdaniem, czasami lepiej zrobić mały błąd niż się jąkać…

Prosimy o komentarz z Twoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem.

Napisz odpowiedź

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ten parasol, ale… ta pomarańcza ;)
Zamknij