Artykuł napisany przez

Skończyła filologię polską już jakiś czas temu, a mimo to wciąż doganiają ją dylematy i zagwozdki językowe. Blog ten prowadzi po to, aby poprawić chociaż drobny odsetek błędów...

16 komentarzy

Strona 1 z 1
  1. Kwiat
    Kwiat z | | Odpowiedz

    Irytujący może nie, ale niewygodny dla ucha głos czasami się zdarza i nie chodzi wcale o intonacje, ale o jego barwę. Niewiele i aż tyle, bo w końcu to jest główna „broń” lektora.

    Tym dubbingiem mnie niestety zabiłaś, bo nie znoszę niemieckiego dubbingu, wychodzi bardzo sztucznie… fuj.

  2. eRIZ
    eRIZ z | | Odpowiedz

    Czwartą niezgrabnością tłumaczeń filmów jest najwyraźniej brak kompetencji tłumacza. Widocznie czasem nie posiadają oni tak dobrej wiedzy językowej, że nie są w stanie dobrze tłumaczyć. Mowa tutaj o związkach frazeologicznych, przysłowiach i innych zwrotach charakterystycznych tylko dla tłumaczonego języka.

    Taaa, a Prison Break, to Skazany na śmierć…

  3. Chadwarden
    Chadwarden z | | Odpowiedz

    Może pomożesz mi z moim dylematem poprawnościowym, powiedz mi czy dobrze jest mówić „Wracaj do kuchni, bo to znacznie lepsze miejsce dla bab niż uniwersytet, a tę książkę do gramatyki porzuć na rzecz książki kucharskiej”? No właśnie, tą książkę, czy tę książkę?

  4. Anna
    Anna z | | Odpowiedz

    Osobiście za najgorsze tłumaczenie tytułu filmu uważam:
    „A walking to remember”
    na
    „Szkoła uczuć”

    Może się nie znam na tym, ale dla mnie takie przetłumaczenie jest co najmniej dziwne. Pozdrawiam!

  5. agata
    agata z | | Odpowiedz

    Tłumaczenie filmów i ich tytułów to bardziej skomplikowana sprawa, niż Ci się wydaje. Polecam książkę Belczyka „Tłumaczenie filmów”. po jej przeczytaniu wygłosisz może bardziej profesjonalną i rozsądną opinię

  6. olgacecylia
    olgacecylia z | | Odpowiedz

    Założenie, że profesjonaliści tłumaczą filmy, jest błędne. W Polsce większość filmów wyświetlanych w kinach i na DVD tłumaczy jedna osoba. I jest to pani, która u kinomanów wywołuje podobne uczucia co Łoziński u tolkienomanów.

    Dobry tłumacz musi znać perfekcyjnie język, na który tłumaczy. Pokutuje jednak stereotyp, że powinien przede wszystkim doskonale władać językiem oryginalnym przekładu, co prowadzi do wielu zabawnych i/lub żałosnych sytuacji.

    „Wirujący seks” chociażby i „Gotowe na wszystko”.

  7. Marika
    Marika z | | Odpowiedz

    Trochę już poniewczasie się wypowiem, ale czuję się w obowiązku wzięcia tłumaczy w obronę. Prawdą jest, że wiele osób pracujących w tym zawodzie nie ma absolutnie żadnych kwalifikacji poza skończoną filologią obcą, a jak ktoś wyżej słusznie zauważył, tłumacz powinien świetnie władać przede wszystkim językiem docelowym tłumaczenia.
    Jednak jeśli chodzi o tłumaczenia audiowizualne, istnieje naprawdę bardzo dużo obostrzeń, które krępują tłumacza, z kolei tytułu filmów to już w ogóle jest wolna amerykanka dystrybutora – świeży przykład: film „Egzorcyzmy Emily Rose” w oryginale nosi tytuł „Emily Rose”. „Egzorcyzmy” dodał polski dystrybutor, żeby poprzez skojarzenia z innymi filmami podnieść oglądalność filmu.
    Pozdrawiam 🙂

  8. Marika
    Marika z | | Odpowiedz

    Pardon! Oczywiście chodziło mi o film „Egozrcyzmy Dorothy Mills” 🙂

  9. Anahella
    Anahella z | | Odpowiedz

    Magdaleno, w kilku notkach, i tu także, powołujesz się na amatorskie tłumaczenia filmów.

    Mam przykrą wiadomość dla profesjonalistów: niektóre amatorskie prace są na poziomie profesjonalnym, i nadają się do oficjalnej dystrybucji po niewielkiej korekcie.

    Mam przyjemność korespondować z pewnym amatorskim tłumaczem. Jego prace sprzed dwóch lat wołały o pomstę do nieba, dziś znajduję drobnych błędów. To bardzo młody człowiek, i z radością widzę że się uczy. Nie tylko poprawności językowej ale też i redaktorskich zachowań, jaką jest np. sprawdzanie nazw własnych.

  10. Ania
    Ania z | | Odpowiedz

    Cześć, jestem tłumaczką 🙂

    Pomimo przynależności do grupy przez niego zbombardowanej, zgadzam się z artykułem i chcialabym odpowiedzieć gościom, oburzającym się na tlumaczenia tytułów. otoż macie absolutną rację, śmiejąc się z nich i denerwując. Problem jednak, w 99%, nie leży po stronie tlumacza, lecz dystrybutora. Zazwyczaj jest tak, że oddajesz gotowe tlumaczenie, a dystrybutor zmienia poprawnie pret tytuł na coś np. bardziej chwytliwego. Może być też tak, że tytuł polski jest z góry narzucany, jeszcze przed rozpoczęciem tlumaczenia 🙂 Dystrybutorzy czesto niestety nie znają dorbze języka, ale chcą przyciągać widzów „dobrym” tytułem, stąd więc wszelkie szkoły uczuć i wirujące seksy…

    Pozdrawiam!

  11. Marcin
    Marcin z | | Odpowiedz

    Od siebie dodam jeszcze dwie sprawy:
    – zauważyłem, że czasem w serialach (i pewnie w filmach ;)) nie jest zwracana uwaga na płeć. Na przykład mężczyzna zwraca się do kobiety jednak słowa są tak odmieniane jakby zwracał się do drugiego faceta
    – nieznajomość fabuły. Przykład: serial Glee. Jak wiemy, glee oznacza chór. Natomiast w tłumaczeniu glee jest stosowane jako nazwa tego chóru więc nie jest tłumaczone. Jest to wkurzające ponieważ wystarczy obejrzeć pierwszy odcinek by się dowiedzieć, że chór nosi nazwę „New Directions”.

  12. Iga
    Iga z | | Odpowiedz

    Uch, tak, oglądanie filmów jest czasami męczące. Mój angielski niby jest na podstawowym poziomie, ale często zauważam, że proste zdania (które nie są żadnymi przysłowiami bądź związkami frazeologicznymi) są źle tłumaczone (i nie chodzi mi o to, że ktoś przerobił daną wypowiedź na taką, by polski widz ją zrozumiał lub by lepiej brzmiała- w tłumaczeniu dosłownym również miałaby sens, może nawet i większy). Albo lektor w ogóle odpuszcza sobie daną kwestię, choć niekiedy jest dość ważna, by zrozumieć fabułę.
    No, ale co poradzić? :>

Prosimy o komentarz z Twoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem.

Napisz odpowiedź

Przeczytaj poprzedni wpis:
owoce moża
Zamknij