Artykuł napisany przez

Skończyła filologię polską już jakiś czas temu, a mimo to wciąż doganiają ją dylematy i zagwozdki językowe. Blog ten prowadzi po to, aby poprawić chociaż drobny odsetek błędów...

7 komentarzy

Strona 1 z 1
  1. Andriusza
    Andriusza z | | Odpowiedz

    Bardzo ciekawy problem, niestety, również skomplikowany. Co do pierwszej części, uważam, że z tymi problemami emocjonalnymi naukowcy lekko przesadzają. Nauka dwóch języków jest na pewno bardzo dobra zarówno dla późniejszych zdolności językowych dziecka, jak i dla ogólnego rozwoju tegoż. Należy jednak robić to „z głową” najlepiej przy pomocy doświadczonych metodyków. Znam przypadki, gdy z takiego dwujęzycznego uczenia zamiast dziecka bilingwalnego wyrósł osobnik nie mówiący poprawnie w żadnym ze znanych mu języków. W tej materii osobiście polecałbym fachowców – nauczyciela języka i psychologa, ew. logopedę.

    Droga Autorko, dziecko łapie wymowę dużo łatwiej, więc jest to jedyny okres w życiu człowieka,gdy może nauczyć się dwóch języków w sposób idealny (oba języki będą pierwszymi). Później aparat mowy „zastyga”, traci swą elastyczność i nikt nie ma już szansy nauczyć się obcego języka jak swojego. Po prostu takie warunki fizyczne.

    Jeszcze na temat litery „t”. Otóż w języku angielskim akurat jest to litera wymawiana niemal identycznie, jak w polskim. Znak, który podajesz /?/, to jeden z wariantów wymowy głoski zapisywanej „th” – wariant bezdźwięczny, jak w słowie „thick”. drugi wariant /?/ dźwięczny, jak w słowie „they”. Samo „t” można wymawiać tóżnie: inaczej będzie w „tea”, inaczej w „tree”, a jeszcze inaczej w „question”. Jeśli dzieckiem zajmie sioę dobry nauczyciel, to myślę, że opanuje ono te niuanse dużo lepiej i szybciej, niż dorosły.

    Pozdrawiam i zapraszam na moją stronę:

    http://zugaj.bloog.pl

  2. justynides
    justynides z | | Odpowiedz

    Hmm. Gdybym miała teraz jakieś małe dziecko „na stanie” i partnera polskojęzycznego, to na pewno odpuściłabym naukę języka „od kołyski”. Na początek postawiłabym na język ojczysty. Teraz już trzylatki w przedszkolach uczą się np. angielskiego i świetnie im idzie – w tym wieku wszystko z powodzeniem chłoną.
    Jakoś nie wyobrażam sobie ściągania do domu nauczyciela i psychologa/logopedy do małego berbecia, żeby go języków uczyć…

  3. olgacecylia
    olgacecylia z | | Odpowiedz

    Ja może z punktu widzenia tego dziecka napiszę…

    Ja się uczyłam angielskiego od czwartego roku życia. Nie była to nauka sama w sobie, po prostu osłuchanie, jakieś piosenki, wierszyki. Uczyła mnie Mama z podręcznika dla dzieci. Pozwoliło mi to zdobyć podstawy angielskiego, które normalnie dzieci zdobywają dopiero w szkole. Równolegle osłuchiwałam się z niemieckim (w telewizji i na wakacjach). Nie wiem, czy to dlatego, ale do teraz potrafię poprawnie zapisać nawet nieznane słowa we wszystkich językach, których się dotąd uczyłam. Generalnie nieźle idzie mi pisanie i rozumienie tekstu pisanego, mówienie i rozumienie mowy dużo gorzej.

    Dla porównania, mój Mężczyzna miał kontakt z angielskim mówionym w TV od tego samego wieku co ja – i on z kolei mówi i rozumie świetnie, z pisaniem gorzej.

    Podsumowując, sądzę, że osłuchanie dziecka jest bardzo dobre, ale primo, nic na siłę, secundo, należy kłaść nacisk na wszystkie obszary wiedzy, żeby nie rozwinąć nadmiernie jednej z umiejętności językowych.

    Filolożko, literówka Ci się wkradła do drugiego akapitu („mówi po polski”).

  4. Livio
    Livio z | | Odpowiedz

    Najlepiej uczyć niemieckiego 😀 .

    Ogólnie twarda wymowa, a jedyne szaleństwa to umlauty czy tzw. „Ich-Laut”.

  5. Olga
    Olga z | | Odpowiedz

    Temat dawno poruszany, ale chciałabym dorzucić coś z punktu widzenia nauczyciela języka angielskiego.

    Co do problemów emocjonalnych dziecka, to nie jest dla dziecka komfortowa sytuacja, jeśli rodzic mówi do dziecka po angielsku, a z wszystkimi z otoczenia po polsku.

    Mimo że znam język angielski, nie podjęłabym się uczenie własnego dziecka, tym bardziej, że nie jestem „native -speaker’em.” Raczej chodziłabym z dzieciątkiem na zajęcia metodą Helen Doron, ciekawa i skuteczna metoda przeznaczona dla dzieci o 1 do 14 roku życia. Wiem, bo uczyłam tą metodą przez 10 lat. 🙂

    Co do wymowy, dzieci mają niesamowity słuch muzyczny, który niestety zanika około siódmego roku życia. Dzięki tej umiejętności są wstanie nauczyć się dowolnego dźwięku i nie sprawia im to wielkiej trudności. Przykład z zajęć dla 3-latków, słowa tree,free,three wymawiane poprawnie, bez wysiłku i zastanawiania się czy użyto poprawnego dźwięku. Co dla niektórych dorosłych jest sprawą nie do wykonania.

Prosimy o komentarz z Twoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem.

Napisz odpowiedź

Przeczytaj poprzedni wpis:
Seks
Zamknij