Problemy językowe, błędy ortograficzne, zagadki polonistyczne…

Nadużywanie apostrofu

Ostatnio zauważyłam, że podczas odmieniania obcych imion i nazwisk „tłumacze” bardzo często wpisują obcy mianownik, stawiają apostrof i dodają polską końcówkę fleksyjną. W każdym przypadku. A przecież wiadomo, że apostrof stosujemy tylko wtedy, gdy „grozi” nam konflikt liter (połączenie samogłoski z samogłoską i spółgłoski ze spółgłoską). Fatalnie wygląda zapis na zasadzie: Jack’a, Tom’a, Smith’a, Green’a. Zapamiętajmy, tych mianowników wcale nie trzeba w ten sposób wyróżniać.

Szczegóły na temat stawiania apostrofu, znajdziesz TUTAJ.

Podobne wpisy:

  1. Kiedy apostrof?

21 odpowiedzi do wpisu: “Nadużywanie apostrofu”

  1. moziba pisze:

    Laur zwycięzcy w kategorii apostrofu należy się, moim zdaniem, komuś, kto wyznał na swej stronie internetowej, że jej pierwszą wersję napisał w „Word’zie”.

  2. olgacecylia pisze:

    Ja laur zwycięzcy przyznałam już dawno znajomemu, który uparcie odmieniał wszystkie imiona postaci z gry (neologizmy) z apostrofem. Wyjaśnił przy tym, że dzięki temu nie ma wątpliwości, jak dane imię brzmi w mianowniku. Podobny błąd nagminnie pojawia się na forach internetowych. Podejrzewam, że o ile ludzie wiedzą, jak odmieniać Magdę, Kasię czy Krzysia, to te umiejętności zawodzą ich przy nickach.

  3. Ano makabra. Dzięki za dodanie linku, idealnie uzupełnia wpis ;)

  4. mrtom pisze:

    No tak, Polacy mają problem ze stosowanie apostrofu, ale czemu się dziwić skoro sami Anglicy nie wiedzą, kiedy go używać. Pisałem o tym kiedyś u siebie… że pozwolę sobie wstawić link http://engleash.net/apostrof-z-warzywniaka

  5. Home Army pisze:

    Przede wszystkim imiona należy tłumaczyć, jeżeli jest to tylko możliwe (Jerzy Waszyngton, Krzysztof Kolumb, Królowa Elżbieta, itd.). Domorośli czy też niedouczeni tłumacze tego nie robią i… gorszy język wypiera lepszy, a w ślad za tym idą apostrofy.

  6. olgacecylia pisze:

    Home Army, ale spolszczenia (bo to nie tłumaczenie, tłumaczenie to by było, jakby Kate Moss zamienić na Katarzynę Mech) imion i nazwisk to trend dość stary – przedwojenny chyba nawet, vide „Ania z Zielonego Wzgórza” – i współczesne osoby znamy najczęściej w formie oryginalnej. Naszych polityków czy pisarzy nikt nie zangielszcza ani nie sfrancuszcza, zapis pozbawia się tylko polskich znaków diakrytycznych z powodów czysto technicznych.

  7. Home Army pisze:

    Olga,

    Masz rację, moje przejęzyczenie – oczywiście, że spolszczenie.

    Tzn. moim skromnym zdaniem (i ‘konserwatywnych’ tłumaczy) wszędzie tam, gdzie istnieje odpowiednik polskiego imienia naturalnym jest, żeby go zastosować i pisać o Kaśce Moss, Wilusiu Clintonie, Ryśku Cheney czy Patrycji Arquette. Niewiele osób tak robi z powodu niewiedzy, olewki czy lenistwa, ale wielu pisze: w tabloidach, o celebrytach, transparentności, proaktywności, menedżowaniu (tak, tak – trzeba to zamenedżować!), w swoich ekskluzywnych wywiadach (heh) – aż do porzygania stosując błędne i raczej obrzydliwe kalki językowe tam, gdzie istnieją w pełni funkcjonalne polskie słowa i imiona.

    Argument, że w innych językach nie stosuje się odpowiedników może być słuszny, ale w stosunku do innych języków, w których jest to poprawne. Zły język wypiera dobry, także niech każdy tłumaczy (lub nie) jak mu się podoba – ja zostanę przy swoich racjach i nie mam zamiaru z nikim kruszyć kopii.

    Pozwolę sobie tylko zacytować:
    „Zawsze był Honoriusz Balzac i Michał Anioł, Karol Dickens i Teodor Dostojewski. [...] Absurdalna maniera nie-tłumaczenia imion zwyciężyła…

    … i mamy z tego powodu kłopoty – nawet polityczne. Np. z Litwinami, którzy najzupełniej słusznie każą Polakowi (obywatelowi Republiki Litewskiej) o imieniu Witold pisać się po litewsku „Vytautas” – a Polacy robią z tego sprawę narodową – domagając się prawa do pisania imienia po polsku!! Ciekawe, kiedy nasze MSZ zażąda od Anglików, by pisali nie „Warsaw” lecz „Warszawa” – bo były już zakusy, by kazać Niemcom pisać „Wrocław” zamiast „Breslau”!! Innymi słowy: my lepiej wiemy od Anglików, Litwinów i Niemców, jak się mówi po angielsku, litewsku i niemiecku. I robimy z tego problem polityczny.

    Poczekajcie, cwaniacy od nietłumaczenia imion, co się stanie, gdy muzułmanie zażądają pisania ich imion po arabsku! Albo gdy Ukraińcy zażądają mówienia „Kyjiw”

    Tymczasem przy przyjęciu normalnej i logicznej zasady tłumaczenia imion „problem” znika. Imię „Jan” bowiem nie jest moją własnością – lecz pokazuje, że moi rodzice przypisali mnie św.Janowi. Ma to kolejny ważny aspekt polityczny: gdy piszę „Hans” albo „Iwan” – od razu ustawiam tego kogoś jako osobę obcą. Gdy tłumaczę przez „Jan”, widzę, że wszyscy jesteśmy członkami jednej wielkiej rodziny – bo kultura europejska jest chrześcijańska.

    Nietłumaczenie imion – to jedno z poletek walki z tą kulturą. Rembarre!

    A poza tym dla mnie powiedzenie: „John wszedł do pokoju” brzmi tak samo obco, jak powiedzenie: „Jan wszedł do roomu”. Ten ktoś nie mówi do mnie po polsku!” – JKM

  8. AJ pisze:

    Słuchaj, koleżko, jeśli najpierw piszesz, że twoje (i innych) spolszczanie imion jest związane ze światopoglądem (konserwatyzm), a następnie stwierdzasz, że niespolszczanie wynika z „niewiedzy, olewki czy lenistwa”, to widać od razu, że mamy do czynienia z przygłupem, co zaraz potwierdza cytat z JKM.

    „Zły język wypiera dobry, także”

    To zupełna bzdura albo zupełny banał, wyrażający tylko twój stosunek emocjonalny do zmian w języku – zależy, jak na to patrzeć – a po przecinku błąd ortograficzny. Typowe.

  9. mrtom pisze:

    @Home Army Z twojego podejścia do tłumaczenia z pewnością byłby zadowolony Vladimir Vladimirovič Nabokov ;) choć o tłumaczeniu, bez urazy, nie wiesz zbyt wiele…

  10. AJ pisze:

    Ojej, że też nie doczytałem tego cytatu z Korwina do końca. Przecież akapit o świętym Janie jest tak potwornie głupi, że nabrać się na niego mogą tylko gimnazjalni wyznawcy JKM. Nic nie zmienia w odbiorze całości, ale ileż daje radości z czytania!

  11. Lanooz pisze:

    To się raczej powinno iść na wyczucie…bo jeszcze fatalniej od Jack’a czy Tom’a brzmi ‘z Nguyenem Tanem Dungiem’ (oryginalnie: Nguyen Tan Dung), to wietnamskie nazwisko odmienione w tvn24. Jedna wielka masakra, wierzcie mi. Więc tak naprawdę trzeba chyba zacząć od tego, że czasami w ogóle się nie powinno odmieniać zagranicznych imion i nazwisk.

  12. Kasia pisze:

    A ja wrócę jeszcze do samej zasady stosowania apostrofu. Tu nie chodzi o konflikt liter (bo napiszemy np. francuskie imiona w dopełniaczu Charles’a, Jacques’a, i owego konfliktu tu nie ma), a raczej o konflikt głosek. To chyba fundamentalne rozstrzygnięcie, jeśli chodzi o zapis form przypadków zależnych nazwisk i imion, a także innych obcych nazw własnych.

  13. Pierwszy raz słyszę o zapisie Charles’a czy Jacques’a (proszę o wiarygodne źródło). Konflikt głosek? a od kiedy to głoski występują w zapisie? Przecież głoska to dźwięk.

  14. Kasia pisze:

    Chodzi o głoski, bo to, czy w przypadkach zależnych dajemy apostrof, zależy od tego, jak WYMAWIAMY, a nie jak zapisujemy mianownik. A źródło – słownik ortograficzny, np. PWN-owski. Pozdrawiam

  15. Dopiero teraz dotarło do mnie, że miałaś na myśli nazwiska francuskie, gdy końcówka -es jest niema.

  16. Dobert pisze:

    Bardzo cieszy mnie fakt, że ktokolwiek zwraca uwagę na poprawność polszczyzny. Zdaje mi się, że nadużywanie apostrofu wywodzi się z wszechobecnego języka angielskiego i ludziom ów apostrof się do tego stopnia opatrzył, że teraz wstawiają go gdzie popadnie :(

    Przydało by się jeszcze rozpropagować prawidłowe używanie myślnika, bo z tym też wiele osób ma duże kłopoty.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

© Dylematy filolożki 2008-2012. Wszelkie kopiowanie tekstów bez zgody autorki zabronione.