Dziś chciałam napisać parę słów na temat włączania i wyłączania światła, jednak wpis ten bynajmniej nie będzie dotyczył oszczędności energii.
Spotkałam się z różnymi zwrotami oznaczającymi czynność włączania światła: włącz światło, zapal światło, zaświeć światło, oświeć światło, a także wyłączania go: wyłącz światło czy zgaś światło.
Otóż światło powinniśmy włączać, ale błędem językowym nie będzie zapalenie go (z powodów historycznych, kiedy to janość była jednoznaczna z zapaleniem świecy). Unikałabym raczej zaświecania światła, a już tym bardziej oświecania go.
Jeśli mowa o wyłączaniu, to możemy się swobodnie posługiwać obiema formami (a może ktoś zna inne, których nie wymieniłam?). Zatem wyłączamy i gasimy światło. Warto w tym miejscu powołać się na prof. Mirosława Bańkę – który w Poradni językowej słusznie zauważył, że światło możemy zgasić w domu, jednak elektrownię poprosimy już tylko o wyłączenie światła, a nie jego zgaszenie.
Na koniec dowcip, który idealnie ilustruje ten wpis:
- Mamo!
- Co?
- Choinka się pali!
- Nie pali tylko świeci.
- Mamo, cały pokój się świeci!



5 lutego 2010 o 07:24
Ja zapalam, ale nie światło, tylko lampę. I tę lampę później gaszę.
6 marca 2010 o 12:10
Ja akurat zaświecam i gaszę światło. Od czasu do czasu również włączam i wyłączam. Jakoś nie widziałem nigdy nic złego w „zaświecaniu”. Za to zaglądnąłem tu za pomocą z interpunkcją, którą znalazłem, więc dziękuję