Kategorie
trudne słowa

Ćwiczenie na dykcję

Wszystkim chętnym przedstawiam tekst, który muszę zaliczyć na logopedii. Podobno ćwiczy się tym dykcję i oddychanie 🙂

“Na skrzydłopiórach dzioboptaka”

Wielmożny Panie i mój najosobliwszej osobowości Dobrodzieju!

Nie jestem ja skrzydłopiórem dzioboptaka, ażebym wzbiwszy się orłoszybim strzałopędem w górogmachy hojnobujnej imaginacji, podobał Wielmożnemu Panu Dobrodziejowi wzdłuż mojego chęciomiaru z wdzięcznobrzęcznie miodosłodkich miłogłosów pstrokwiecistej cudowody literackobukietniczy uwić kwiatosnop.

Ale niepodobne wonnopuchy niech się zdobywają opuchliwą fantazjomachiną nawiedzeni kłamcobrechy, czyli poetyści wierszorymce, którzy sadząc się z uchadoraźną kadencyją, nieustannie jak zrazy w tyglorynku usadzą Wielmożnemu Panu Dobrodziejowi niechybnie coś wielkiego.

Wolę w zaciszu Kołoryja, przesyłając Wielmożnemu Panu Dobrodziejowi moje najniższe kiwokłony i skrobonogi, choć grubopłaską, lecz prostoszczerą chęć moją sercowędność pocztogonem zakorespondować oraz oświadczyć nasze powszechne szczerogłoski, ażeby Wielmożny Pan Dobrodziej terażniejszego tańcoczasu z dostojnie obraną sobie małżonką podług swoich miłosnych sercopuków księżoślubnym wężoguzłem był połączony i abyście syna powinszować mogli i jednym hałasokrzykiem zawołać:

Daj boże, aby ten wrzeszczopyski synaliska, odudlawszy się po samo gardłodziurki cnót macierzyńskich, wystrzelił w przyszłoczasie dylongowatym Goliatom wcześnie na postrach nieprzyjacielskich wrogów naszej ukochanej tatuńszczyzny – i aby ten krasnopyski był mądrogłowy, dobroduszny, zlotoczuły, śmiałobitny, hojnodawczy, a ażeby miał zaszczytny zaszczyt zaszczycać się na szczycie zaszczytnych Polaków, przy którym to zaszczycie, dobrym bycie i apetycie zostają najniższym służkosłużnokiem.

Autor: Magda

Skończyła filologię polską już jakiś czas temu, a mimo to wciąż doganiają ją dylematy i zagwozdki językowe. Blog ten prowadzi po to, aby poprawić chociaż drobny odsetek błędów...

17 odpowiedzi na “Ćwiczenie na dykcję”

Koleżanka polonistka dobry pomysł ma!
Samo wypowiedzenie tekstu jest wyzwaniem, natomiast…
Gdyby tak recytować wiersz w jakimś (niewolnym) tempie?
Z metronomem?

😉

Niejeden obcokrajowiec doznałby wstrząsu fonetycznego 😉 Hihi!

Witam jestem nowym użytkownikiem tego bloga,ale jak czytałem to co pani tutaj napisała wiele razy połamałem sobie język.
Pozdrawiam i życzę miłego dnia.

Nie przeczytałem tekstu… Od razu zraziła mnie nazwa strony… Jaką Ty filologię skończyłaś? Filolożka? Ja rozumiem, że to są feministyczne zapędy, ale to brzmi śmiesznie, tak samo jak psycholożka czy socjolożka… Kilka lat temu wszyscy śmiali się z reklamy Hochlanda, a dziś, co modniejsi i fajniejsi rzucają tymi lożkami na prawo i lewo…

Chyba się zapędziłem, po przeczytaniu ‘Dlaczego taki tytuł blogu?’ zrozumiałem i przepraszam za ton, ale ‘gdybym miał przy sobie nóż, to otworzyłby mi się w kieszeni’ kiedy widzę wszelkiej maści lożki… loszki… Resztę można sobie dopowiedzieć

ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha aha ha ha ha ssssssssssssuuuuuuuuuuppppppppppeeeeer

Ja na zajęciach z dykcji musiałam czytać wiersz “Mistrz skrzypiec z Przasnysza” z korkiem od wina między zębami. Zabawa wyśmienita:)

To jest nieśmiertelny hymn logopedów 🙂 Ja także go przerabiałam podczas moich logopedycznych studiów we Wrocławiu. Pozdrawiam Miłośniczkę języka polskiego!

Pozostaw odpowiedź Gabryelska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *