Przewrażliwienie?

Od pewnego czasu zastanawiam się, czy wszystko ze mną w porządku. Dlaczego? Ponieważ mój słuch i wzrok są już tak mocno wyczulone na błędy, że aż mnie one rażą.

Rozumiem moich znajomych, ludzi, którzy nie przykładają tak wielkiej wagi do języka, albo po prostu są dyslektykami. Czasem zwracam im uwagę. Podobno częściej niż czasem, jednak staram się robić to subtelnie. Generalnie nie mają nic przeciwko. Zawsze też to sobie tłumaczę. Przecież jeśli nikt im nigdy nie powiedział, że nie mówi się „włANczać”, a „włĄCzać”, to skąd mają wiedzieć, że to niepoprawne, skoro nie studiują polonistyki.

Z tym więc faktem się pogodziłam. Naprawdę 🙂

Najgorzej jednak, jeśli jestem w kościele, na wykładach, na przemówieniach, oglądam telewizję (i to programy cieszące się dużym autorytetem) i słyszę błąd za błędem. Przepraszam! Ale jak osoby publiczne (wiem wiem, z politykami nic się już nie zmieni), mogą tak „rzucać” błędami i nic sobie z tego nie robić? Na przykład będąc pewną prezenterką tefałenu prowadzącą jukendens i ukończywszy dziennikarstwo i italianistykę.

Tak się tylko żalę, bo wiem, że nic się nie zmieni. Dopóki świadomość językowa ludzi nie wzrośnie. Cieszę się jednocześnie, że jest (powoli, ale…) coraz większa.