Kategorie
Błędy fleksyjne

Źdźbło – odmiana wyrazu

Dziś na Facebooku użytkownik spytał mnie o dopełniacz liczby mnogiej wyrazu “źdźbło”. Nie wiem, w jakim kontekście chciał tego przypadka użyć, ale niech będzie 🙂 Poniżej cała odmiana.

przypadek liczba pojedyncza liczba mnoga
mianownik źdźbło źdźbła
dopełniacz źdźbła źdźbeł
celownik źdźbłu źdźbłom
biernik źdźbło źdźbła
narzędnik źdźbłem źdźbłami
miejscownik źdźble źdźbłach
wołacz źdźbło źdźbła

Przypomniał mi się od razu celownik liczby mnogiej od wiadra (przyznajcie, że nigdy nie użyliście tego przypadka) 😉 A jakie są Wasze najbardziej zaskakujące odmiany poszczególnych wyrazów?

Kategorie
o tym i owym Trudna sprawa

Podgłośnić czy pogłośnić?

Wybaczcie, że nie pisałam, nie zapomniałam o Was, po prostu brakuje mi czasu. Wracam jednak z pośpiechem, by napisać o zagadnieniu zaproponowanym mi na Facebooku – jak powinniśmy mówić – podgłośnić czy pogłośnić?

Ten dylemat językowy nie jest nowy, wystarczy zajrzeć do poradni językowej PWN-u, a znajdziemy tam cztery wypowiedzi na nurtujący nas temat:

  • antonim do ściszyć – prof. Mirosław Bańko radzi w 2002 roku, by raczej mówić “daj głośniej” lub “nastaw głośniej”,
  • nie przyciszyć, ale wręcz przeciwnie – dwa lata później niewiele się wyjaśnia i prof. twierdzi, że ewentualnie, potocznie, można by mówić “pogłośnić”,
  • „anty-ściszyć” – w 2005 również niewiele się zmieniło,
  • podgłośnić – w 2006 również Mirosław Bańko odpowiada na pytanie w tej sprawie. Pisze, że jeśli wybierać między podgłosić, a podgłośnić, to lepsza będzie ta druga forma.

Przyjrzyjmy się temu. Zdecydowana większość z nas mówi “podgłośnij”, “zgłośnij”, bo tworzymy opozycję do “ścisz”. “Podgłośnić” kojarzy się nam z “podkręcić”, z którym nie ma kłopotu. I myślę, że właśnie dlatego nie powinniśmy się martwić, jeśli w ten sposób będziemy mówić. W końcu tak jest krócej, niż “zrób głośniej”. A słowniki kiedyś nadążą.

A jak Wy mówicie?

Kategorie
o tym i owym

Liczba a ilość

Zalążek tego wpisu leży na tym blogu w szkicach od trzech lat. Czas najwyższy, aby nareszcie go dokończyć i opublikować. Oprócz liczby i ilości, warto tu dodać jeszcze cyfrę, która może nie łączy się jednoznacznie z tematem, ale często jest używana naprzemiennie z liczbą. Dobrze,  bez zbędnego przedłużania, przejdźmy więc  do konkretów.

  • LICZBA – stosuje się ją przy przedmiotach, pojęciach policzalnych
  • ILOŚĆ – stosuje się ją przy przedmiotach, pojęciach niepoliczalnych
  • CYFRA – znak graficzny

Na przykład:

– Liczba krzeseł w sali

– Liczba płytek krwi

– Ilość pieniędzy

– Ilość soli na drogach

I teraz informacja dla wszystkich nazistów językowych: Powyższe pojęcia odnoszą się do wzorców, a potoczne używanie tych nazw naprzemiennie nie jest błędem! Dla nas, osób związanych z językiem, jest to trudne do przełknięcia, ale nawet Wielki słownik poprawnej polszczyzny nie uznaje używania liczby i ilości naprzemiennie za błąd.


A może potrzebujesz etui do iphone’a 5s?


Kategorie
Trudna sprawa

Do autobusu wchodzimy czy wsiadamy?

three-66583_640

Powracam po dość długiej przerwie, ale już spieszę z nadrobieniem. W zeszłym tygodniu czytelnik napisał do mnie i spytał, czy do środków komunikacji wsiadamy czy wchodzimy. Pytanie całkiem sensowne, a raczej rzadko się nad takimi dylematami rozwodzimy. Mam nadzieję, że Pan Tadeusz nie będzie miał nic przeciwko i pozwolę sobie zacytować fragment, którego dotyczy problem:

Mam nadzieję, że poruszy Pani kiedyś temat wejścia do pojazdu komunikacji miejskiej. Do tramwaju lub autobusu wsiadamy czy wchodzimy? Dla mnie oczywiste jest, że wsiadam i wysiadam a nie wchodzę i wychodzę ale z moich obserwacji wynika, że nie dla wszystkich jest to takie oczywiste.

No właśnie. Nie jest.

Zajrzyjmy najpierw do słownika:

wsiąść — wsiadać
1. «wejść do jakiegoś środka lokomocji; też: usiąść na koniu, rowerze itp., aby nimi jechać»
2. pot. «zacząć krytykować kogoś ostro»

http://sjp.pwn.pl/slownik/2537909/wsiąść

wejść — wchodzić
1. «przekroczyć granicę jakiegoś pomieszczenia lub obszaru»
2. «wspiąć się na coś»
3. «idąc, nadepnąć na coś nogą»
4. «przemieszczając się, zetknąć się z czymś lub kimś»
5. «dokonać podboju, zajęcia jakiegoś terytorium»
6. «przekroczyć umowną granicę jakiejś sfery lub strefy»
7. «znaleźć się w nowej fazie życia, rozwoju, działalności itp.»
8. «stać się uczestnikiem czegoś»
9. «stać się członkiem jakiejś grupy»
10. «stać się elementem jakiegoś zbioru lub układu»
11. «poruszając się, rozpocząć inną fazę lub inny rodzaj ruchu»
12. «wniknąć w coś myślą, rozważyć coś dokładnie»
13. «zagłębić się w czymś»

http://sjp.pwn.pl/slownik/2535123/wejść

Jak widać, słowniki są jednoznaczne – do tramwaju i autobusu wsiądziemy, a potem wysiądziemy, mimo że wcale nie musimy usiąść. I właśnie siadanie może być tutaj powodem tego błędu – wsiadanie kojarzy się z siadaniem i pewnie dlatego mówi się “wchodzę do autobusu”, bo przecież i tak nie usiądę 😉

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Kategorie
Trudna sprawa

Tanie koszty – drogie ceny

Tanie koszty, drogie ceny i inne tego typu szaleństwa językowe to piękne, ale jedynie potoczne wyrażenia. Ostatnio spotykam się z nimi dość często. Można by do tego dorzucić jeszcze “tanie pieniądze”.

Tani i drogi, to może być towar. Koszt i cena nimi nie są. Czy nie lepiej brzmi “niewielkie koszty”? 🙂  Pieniądze również nie są towarem. Chyba że w kantorze.

Dobrze, jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, a czy będziemy tak mówić, to już zupełnie inna sprawa.

Zapamiętajmy!

koszty mogą być niskie lub wysokie, tak samo jest z cenami

Być może winą za powszechne występowanie tych zwrotów można obarczyć media, które czasem emitują reklamy właśnie z takimi perełkami. Bo o ile na tego typu wariacje możemy sobie pozwolić w przypadku języka potocznego, to w oficjalnej polszczyźnie nie ma na nie miejsca.

Kategorie
o tym i owym Trudna sprawa

Grammar nazi? Co o tym sądzicie?

Artykuł Grzegorza Marczaka z AntyWeb, pt. “Rze gnamy Grammar Nazi” przeczytałam dziś rano. Moje refleksje były, jakie były i postanowiłam odpuścić. Zostałam jednak poproszona w komentarzu do poprzedniego wpisu o napisaniu, co o tym myślę. Wiem, że artykuł ten narobił wiele szału i pisano już o nim wszędzie “w branży”. 

Grzegorz, znany z powszechnego popełniania błędów, napisał o tym, że tak zwani grammar nazi to grupa internautów gorsza od trolli, którzy czepiają się wszystkiego. Grammar nazi bowiem, według Marczaka, to osoby, które czepiają się wszelkiego rodzaju błędów, nie zważając zupełnie na treść, którą czytają lub jakikolwiek przekaz merytoryczny. Skanują tylko swoim wzrokiem tekst w poszukiwaniu niedociągnięć stylistycznych, literówek czy nawet błędów ortograficznych.

Czy Marczak, publikując tak ostry tekst na temat tej społeczności internetowej, przesadził? Czy obrazek w nagłówku to za dużo? Czy osoba popełniająca mnóstwo błędów ma prawo w taki sposób nazywać purystów językowych? (załóżmy, że nie do końca purystów, bo ci raczej czytają ze zrozumieniem).

Wulgarna grafika na blogu AW

Autor wpisu podaje przykład bardzo skrajny, w jednym z komentarzy do któregoś z poprzednich wpisów, użytkownik zwraca uwagę na błąd, którego de facto nie ma. Po prostu źle przeczytał (wziąć – wsiąść). Ktoś szybko wyprowadza go z błędu, a po chwili znów sypią się komentarze, że w tekście pojawia się błąd. Widać więc, że ci tak zwani grammar nazi nie czytają nawet całej dyskusji. Krążą tylko w poszukiwaniu błędów. To może irytować, zgadzam się.

Z przymrużeniem oka!

 Jeśli jednak Twój blog stał się obiektem zainteresowań takich ludzi, możesz być po części dumny – oni nie “ruszają byle czego”, a jedynie same poczytne i często odwiedzane miejsca 😉

Przyczepić się jednak można argumentu Grzegorza, który twierdzi, że nawet jak przeczyta tekst kilka razy i sprawdzi go, to błędy i tak będą. Oj, to nie jest żadne usprawiedliwienie. Błędów nie powinno być i kropka. Redakcja z AntyWeb liczy przecież kilka osób, na pewno więc znalazłby się ktoś, kto chętnie by Grzegorzowi teksty sprawdzał.

Należy też odnieść się do kwestii kultury. Zgadzam się z tym, że zwracać uwagę na błędy można na wiele sposobów.  Sama wielokrotnie przekonałam się o tym, w jaki sposób można to robić (tak, otrzymuję czasem komentarze, które nie nadają się do publikacji ze względu na wulgaryzmy w nich zawarte).  Najlepszy sposób na krytykę kogoś,  to pozostać kulturalnym. Każdy inteligentny człowiek weźmie ją sobie do serca.

Uważam, że Grzegorz miał wiele racji pisząc o tej grupie internautów. Są oni niezwykle uciążliwi i kompletnie niepotrzebni, skoro nawet nie czytają artykułów, w których błędy wychwytują. A teksty, mimo błędów, czytać się często da bez większych kłopotów. W końcu podczas czytania, powinno nam zależeć na zrozumieniu tekstu, a nie szukaniu błędów. Jednocześnie jednak myślę, że tak wulgarna grafika, jak ta, która pojawiła się na początku omawianego artykułu, to zdecydowana przesada.

A jakie jest Wasze zdanie na temat tak zwanych grammar nazi? Natknęliście się na nich?