Kategorie
o tym i owym

Emotikony i ich zapis

Już ponad rok temu odbyła się w na tym blogu dyskusja na temat tego, w jaki sposób zapisywać emotikony. I właściwie ani wtedy nie mogliśmy dojść do żadnych konkretów, ani teraz. Nie oznacza to jednak, że nie możemy po raz kolejny na ten temat podyskutować.

Mamy właściwie dwie możliwości: stawiać odstęp między wyrazem a emotikonem lub go nie stawiać, poniżej dwa przykłady:

  • Hihih ahahah huhuhu 🙂

lub:

  • Hihih ahahah huhuhu:)

Kłopot polega na tym, że w tym drugim przypadku dwukropek i nawias nie zamienią się w obrazek, do którego tak jesteśmy przyzwyczajeni. Są jednak i tacy, którzy celowo nie chcą mieć grafiki, bo ich zdaniem oddaje ona zupełnie coś innego.

Warto jeszcze zastanowić się nad innym aspektem – jak zapisać emotikon, gdy występuje on na końcu zdania? Przed kropką, za kropką, a może zamiast kropki?

  • Hihih ahahah huhuhu :). Tutaj obrazek sugeruje odniesienie do wypowiedzi w zdaniu.
  •  Hihih ahahah huhuhu 🙂 W tym miejscu mamy chyba do czynienia z miniaturyzacją języka.
  •  Hihih ahahah huhuhu. 🙂 Tutaj obrazek może sugerować, że został dodany po prostu, a nie odnosi się do wcześniejszej wypowiedzi.

Mimo że emotikony zakorzeniły się chyba we wszystkich językach świata, to w Polsce nikt się jeszcze (chyba, bo może nie dotarłam) nimi nie zajął z punktu językowego. Dlatego powstał ten wpis – z intencją inną niż zwykle – nie wyjaśnia dylematów. Chciałabym po prostu poznać Wasze zdanie na temat formy zapisu. Może wyjdzie nam z tego coś ciekawego.

Zatem w jaki sposób Wy zapisujecie emotikony?

Kategorie
o tym i owym

Polszczyzna czy gwara?

Istnieje stereotyp, że ludzie posługujący się gwarą są prości, a czasem wręcz prostaccy. Gdy na ulicy słyszy się człowieka mówiącego (na przykład) po śląsku, od razu uważa się, że jest on ograniczony. Widząc pracowników na budowie, krzyczących do siebie tylko gwarowo, od razu myślimy – co za prostak. Stereotyp czy prawda?

Muszę przyznać, że coś w tym jest. W latach osiemdziesiątych (to wiem z opowiadań) i dziewięćdziesiątych, w szkołach tępiono wręcz gwarowe zapędy. Uważano, że jedyny właściwy język to czysta polszczyzna. W niektórych miastach nawet proszono rodziców o nieużywanie dialektów w domu. Cel – wytępić wszystko co niezwiązane z językiem polskim. Czy to dobrze?

Osobiście uważam, że gwara niczym nie ubliża jej użytkownikowi. Pod jednym warunkiem – jeśli jest dodatkiem do polszczyzny. Jeśli ktoś potrafi w odpowiedniej sytuacji odpowiednio się wysławiać. W szkole, pracy – po Polsku, w domu, w barze, ze znajomymi – gwarowo.

Miałam w podstawówce i w liceum jednostki, które niestety, ale języka polskiego nie używały (nie znały) w ogóle, co sprawiało, że miały problem z wypowiadaniem się na forum klasy oraz same były nierozumiane.  To niestety trochę upośledza normalne egzystowanie wśród ludzi.

Od niedawna zaczęła rozwijać się moda w pielęgnowaniu wśród młodych ludzi dialektów i gwar. Powstały w tej sprawie nawet pewne organizacje.

A jakie jest wasze zdanie na ten temat?

Kategorie
Trudna sprawa

Czy nauczyciel powinien świecić przykładem pod względem językowym?

Nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę, ale kilka dni temu, prowadziliśmy z eRIZem dość burzliwą dyskusję. Ja uważałam, że nauczyciel powinien świecić przykładem, jeśli mowa o wysławianiu się, ponieważ to właśnie on (i rodzice) dają uczniom (dzieciom) przykład. eRIZ stwierdził, że ciężko jest jednocześnie dobrze się wypowiadać i mówić “na chłopski rozum”.

eRIZ
17 września 2008 o 19:24

“Otóż dziś rozpoczęłam swoje praktyki ciągłe w szkole podstawowej. Jestem troszeczkę przerażona, lecz wydaje mi się, że podołam i dam radę Wystarczy, że uda mi się jakoś do tych dzieciaków podejść.”

No, chyba najłatwiejsza możliwa robota Ci się trafiła. ;]
Ze starszymi byś miała dużo większy problem.

“Tam pisze, że? W każdym bądź razie? Musimy to jakoś wymyśleć? Kurcze? Smutno mi się zrobiło”

A czy mowa potoczna, to jest to samo, co język pisany? Czy na 100% prawidłowo wymawiasz ?jabł?? Tak samo i z frazeologizmami. ;]
Magdalena Bród
17 września 2008 o 22:10

@eRIZ, wcale nie najłatwiejsza. Dzisiaj dzieciaki rzucały się szklanymi butelkami, szkło się tłukło, wczoraj przeklinały na nauczycielkę? Sama szósta klasa? Są gorsi niż gimnazjaliści. Olaboga!

Oczywiście, że mowa potoczna to co innego niż język pisany, ale jest jeszcze coś takiego jak oficjalna polszczyzna. Każdy nauczyciel ma obowiązek się nią posługiwać!
Bez wyjątków. To w nauczycielach tkwi przyszły słownik ich uczniów.
eRIZ
19 września 2008 o 21:43

Nie, ja powiem tak – a gdzie są/byli rodzice?

Wolę nauczyciela, którego rozumiem i jest w stanie po ludzku przekazać to, co ma na myśli, niż takiego, który używa ?ąę? na każdym kroku, a sprawia, że cała klasa go nie słucha i śpi.

Nie chodzi mi tu bynajmniej o to, że słownik słuchaczy może być ograniczony, ale – na litość Boską – dużo bardziej przystępne jest słuchanie normalnego języka niż rozprawy naukowej. I mnie to osobiście irytuje – zamiast zachowywać się jak człowiek, zachowuje się jak naukowiec, którego mało kto rozumie. Teoria a praktyka, to są dwie różne rzeczy, droga Filolożko. Lepiej się już wyrażać mową potoczną i mieć większe nadzieje, że przekazywane treści trafią do uczniów, aniżeli uczniowie prześpią całą lekcję nic z niej nie wynosząc (rzecz jasna, niedosłownie :P).
Magdalena Bród
19 września 2008 o 23:03

Jest różnica między językiem zrozumiałym a błędami językowymi, drogi eRIZ i tego nie da się podważyć. Można mówić zrozumiale i jednocześnie poprawnie.
eRIZ
20 września 2008 o 0:13

Fakt, aczkolwiek często się zdarza, że to tylko subtelna różnica?

Kolokwializmy, czy inne tego typu wyrażenia (stosowane, oczywiście, z umiarem) stanowią jednak pewne urozmaicenie. ;]

A i uczniowie mają także powód, żeby się trochę pośmiać, bo jednak warto czasem popełniać błędy. ;]
Magdalena Bród
20 września 2008 o 1:06

heh. Nie rozumiem Twojego toku myślenia. Nauczyciele nie są od tego, aby popełniać błędy. Śmiać nie powinno się z nich, a ewentualnie z nimi. Bo jaki autorytet ma nauczyciel, z którego się uczniowie śmieją? Albo taki, który nie mówi poprawnie?
Powtarzam. Nauczyciel, w tym wypadku polonista, jest od tego, by dzieci nauczyć mówić poprawnie. Jak mają tego dokonać uczniowie, skoro osoba o najwyższym autorytecie w tym przypadku – popełnia błędy.
Nie rozumiem co tu podchodzi pod (tę) dyskusję.
eRIZ
20 września 2008 o 11:54

Popatrz – podręczniki są tak beznadziejnie pisane, że ciężko odróżnić je od encyklopedii. I przyznam, że zagadnienia są wyjaśniane tak sztucznym językiem, iż ciężko je pojąć od razu i trzeba rozklepywać zdania wg ?co autor/poeta miał na myśli?.

Jeśli nauczyciel używa tego samego języka, co w książkach (pseudomądrego), to jakie są wyniki nauczania??

Ja nie mówię, że z nauczyciela, ale właśnie, że z nauczycielem. A dystans do tego typu zasad też jest potrzebny. Pomyśl tylko, co jest po latach, gdy sobie już dorośli uczniowie powiedzą ?a ten/ta, to była niezła, , fajny był(a)?. Lepiej tak niż, ?o, ten/tamta fatalna, niczego mnie nie nauczył/a?.

Poprawność polityczna nie zawsze wychodzi na zdrowie, nadgorliwość gorsza od faszyzmu. ;]
Magdalena Bród
20 września 2008 o 14:52

To musiałeś korzystać z beznadziejnych podręczników. Ja takiego problemu nie miałam. Były pisane czytelnie i zrozumiale, a definicje były wyjasniane ?Na chłopski rozum?.

Znów zapętlasz się w tym, co napisałeś we wcześniejszym komentarzu. Więc i ja powtórzę: Można, bez problemu, mówić poprawnie i zrozumiale. Nauczyciele nie mogą mówić z błędami językowymi.

Ani poprawność polityczna ani nadgorliwość nie mają tu nic wspónego.
eRIZ
20 września 2008 o 14:55

Niestety, ja sobie podręczników nie wybieram, są one określane z góry?

Można, ale to są wyjątki?
Magdalena Bród
20 września 2008 o 17:04

To nie są żadne wyjątki. Nie rozumiem, bez obrazy, ale musisz mieć naprawdę jakąś traumę związaną ze szkołą.
Dobry nauczyciel ZAWSZE wysławia się jednocześnie zrozumiale i poprawnie.

Pozwoliłam sobie tę dyskusję zamieścić i jednocześnie zachęcić do zabrania głosu.

Skąd wiesz o tym blogu?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kategorie
Trudna sprawa

Ujednolicenie ortografii?

Rozmowy na ten temat prowadzone są wśród językoznawców od dłuższego czasu. Nigdy jednak nie dochodzi wśród nich do konsensusu. Dlaczego? Ponieważ o wielkich zmianach w języku polskim nie ma w ogóle mowy. Wystarczy wyobrazić sobie koszty związane z tą “reformą”. Wymiana wszystkich podręczników, słowników, nie wspominając już o mentalności starszych ludzi. Podczas zajęć z rozwoju języka polskiego zostaliśmy przez naszego wykładowcę zapytani czy chcielibyśmy ujednolicenia ortografii. Zgłosiły się dwie osoby. Skoro więc ludzie w wieku 22 lat nie chcą nic zmieniać, co dopiero jest ze starszymi pokoleniami.

Ale wystarczy wyobrazić sobie jakby było cudownie, nie zastanawiać się czy użyć w zdaniu ó czy u, ż czy rz, h czy ch… razem czy osobno 🙂 Tak… Ostatnie zmiany w ortografii były na początku dwudziestego wieku. Parę wyrazów zmieniło się z ó na u i odwrotnie.  Jednak, generalnie, te zasady się nie zmieniają, ponieważ ich pisownia wynika z pisowni historycznej oraz z odmiany przez przypadki. Ciężko byłoby się nam przyzwyczaić do zaczęcia pisać “swuj”, skoro wiemy, że “swoje”.

Gdyby pominąć rewolucję. Gdyby ułatwić po prostu pisownię paru wyrazów, których ludzie po prostu nigdy nie zapisują poprawnie. Językoznawcy stają się coraz bardziej elastyczni… Jest bowiem mnóstwo wyrazów, w których obie formy mamy już poprawne, na przykład dopełniacz miasta Tychy – Tychów i Tych.  Wiele takich tworów jest, ale teraz nie potrafię sobie przypomnieć. Byłoby chyba lepiej, prawda? Gdybyśmy mogli pisać tak jak mówimy. Na przykład: “szyja, nadzieja” w dopełniaczu “szyi, nadziei”, przecież wymawiajmy ji, dlaczego więc nie możemy tak zapisywać? 🙂 tylko pytam. Mnie to nie przeszkadza.

Kategorie
o tym i owym

Kodeks dobrego bloggera

Mam wielu znajomych prowadzących blogi. Sama mam obecnie trzy. Stały się one w dzisiejszych czasach tworem takiej samej miary, jak typowe serwisy internetowe, są idealnym miejscem do wylewania swoich myśli, zarobków, podszkolenia się w danej dziedzinie. Jednak samo ich posiadanie jest niczym. Mówi się “content is the king” (dla nieanglojęzycznych – ?treść jest królem”) i to prawda. Oczywiście liczy się także wygląd, ponieważ nikt nie wróci na “blogaska, który jest różowiutki w zielone kropeczki i czerwone, brokatowe serduszka”, jednak nie ma się co oszukiwać. To treść determinuje oglądalność Twojego blogu.
A co zrobić, żeby swoim pisaniem zachęcić czytelnika do powrotu i regularnego odwiedzania Twojego blogu? Odpowiedź jest prosta – pisać poprawnie. Gorzej jednak jest już z realizacją tego pomysłu.

Co znaczy ?pisz poprawnie?”

1. Wyrób sobie własny styl. Nikt nie lubi czytać czegoś, co trudno przeczytać. Pisz po swojemu, jednak jasno i przejrzyście. Nie formułuj zbyt długich zdań, które będą zawierać zbyt dużą ilość imiesłowów. Postaraj się pisać charakterystycznie.
2. Zanim napiszesz – zaczekaj moment. Pomyśl chwilę o zdaniu, które chcesz przelać na przysłowiowy papier, zastanów się czy będzie stylistycznie poprawne, czy brzmi logicznie, czy ?się” (to tylko przykład) nie powinno znaleźć się w innym miejscu.
3. Używaj znaków diakrytycznych i interpunkcyjnych. Nie ma nic gorszego jak tekst bez znaków przystankowych (Edit: przepraszam, jest – tekst pełny błędów ortograficznych). Czytasz i nie wiesz jak odczytać, nic Ci tego nie ułatwia.
4. Bądź pewien/pewna, że konkretnie wiesz o czym napisać, sam pomysł nie wystarczy, powinieneś/powinnaś mieć także strategię.
5. Wbrew wykładowcom i nauczycielom, ?polej trochę wody”, która zachęci czytelnika do dalszej lektury oraz użyj paru specjalistycznych słów, żeby wiedział, że znasz się ?na rzeczy”.
6. Linkuj. Jeśli nawiązujesz do czyjegoś artykułu, nie bój się podać do niego linku, będziesz ?brzmiał” bardziej wiarygodnie.
7. W nawiązaniu do punktu trzeciego, dodam jeszcze jeden – pisz poprawną polszczyzną. Nie rób błędów ortograficznych, jeśli masz z tym problem – pomoże Ci Word. Ten pkt jednak wydaje się zbędny, ponieważ niewielu blogowiczów, których znam, ma ten problem.

Kategorie
Błędy fleksyjne Trudna sprawa

sms?

W dzisiejszych czasach telefony komórkowe całkowicie zawładnęły człowiekiem. Posiadają je ludzie w każdym wieku, od dzieci, przez dorosłych, po osoby starsze. Teraz się do siebie nie dzwoni, a wysyła SMS-y, ponieważ tak jest zwykle wygodniej, szybciej, a przede wszystkim taniej. Nienowa to obserwacja, że zmiany kulturowo -cywilizacyjne wiążą się ze zmianą języka, jakim się na co dzień posługujemy. Człowiek jest istotą, która zawsze próbuje sobie ułatwić to, co tylko możliwe, a co za tym idzie, powstało szczególne, specjalne i nieoficjalne słownictwo. Nikt nie ustalał żadnego słownika do wysyłania SMS-ów, a mimo to wszyscy się nawzajem rozumieją. Nie jest ono zależne od grupy społecznej, wieku czy płci.
W jednej wiadomości tekstowej mieści się tylko 160 znaków, więc trzeba w niej zmieścić jak najwięcej informacji, stąd częste ograniczanie słów do minimum. Wiele osób pisze SMS-y bez spacji, czyli bez odstępów pomiędzy wyrazami, co niestety może utrudnić zrozumienie odbiorcy. Skąd się bierze to słownictwo? Głównie z języka angielskiego, aczkolwiek nie zawsze. Polskie wyrazy są czasem tak skracane, lub tak zmieniane, że nie przypominają pierwotnego słowa.
Kolejnym argumentem potwierdzającym, że słownictwo w SMS-ach różni się od oficjalnego jest fakt, iż w telefonie komórkowym nie ma polskich znaków diakrytycznych. Wiadomo również, że w języku polskim występują wyrazy, które bez tych znaków mają taki sam skład liter, a znaczą zupełnie co innego. Są to tak zwane homonimy, które ponownie utrudniają zrozumienie.
Następnie należy również zauważyć, że aby skrócić wyraz zachowując jego znaczenie, często trójznaki (na przykład trz) zastępowane są dwuznakami (na przykład cz): trzask – czask, trzeźwy – czezwy. Modne jest również używanie sh zamiast sz, ch zamiast cz, oo zamiast u, w zamiast ł, mimo iż to niczego nie ułatwia. Spowodowane jest to głęboką dominacją języka angielskiego w słownictwie młodego Polaka (“spolszczanie” słów jak looknąć – zobaczyć, spowerować – być silnym). Gdy wyraz jest długi, wystarczy napisać tylko jego część, jeśli oczywiście można się domyślić konkretnego znaczenia (na przykład – możemy – mozem).
Nie można zapomnieć o akronimach (słowo utworzone przez skrócenie wyrażenia składającego się z dwóch lub więcej słów. Istnieje także niewielka grupa skrótowców powstałych ze skrócenia jednego słowa. W ujęciu słowotwórczym skrótowce to specyficzna klasa derywatów. Derywaty te funkcjonują w polszczyźnie pisanej i mówionej. Skrótowiec często bywa mylony ze skrótem) i emotikonach (także: minka, buźka, uśmiech – ang. smiley. To krótki ciąg znaków będący schematycznym zapisem stanu emocjonalnego wypowiadającej się osoby. Nazwa jest rezultatem złożenia słów emotion – wzruszenie, uczucie, oraz icon – znak, ikona).

Podsumowując, mimo iż wysyłanie krótkich wiadomości tekstowych ułatwiło wiele, w gruncie rzeczy utrudniło zrozumienie tekstu odbiorcy niewtajemniczonego w ten sposób wypowiedzi. Generalnie, wydaje mi się jednak, że jest to ogromne uproszczenie dla użytkowników telefonów komórkowych, głównie młodych, jednak jak wcześniej wspomniałam, również innych grup wiekowych. Trudno mi określić jak będzie się rozwijała sytuacja w przyszłości, lecz sądzę, że rozwój słownictwa SMS-owego pójdzie do przodu, do jeszcze śmielszych skróceń wyrazów. Jestem również przekonana, że wiedza na temat tego języka poszerzy się i trafi do większego jeszcze grona posiadaczy komórek.