Kategorie
o tym i owym

O czym mówi język?

Zwykle dobrze wiemy, co chcemy powiedzieć. Przynajmniej pozornie rozumiemy swoje myśli i intencje, potrafimy je wyrazić, skomunikować się z innymi. Słowa i zdania to tworzywo dnia powszedniego, tak oczywiste i naturalne, że mało komu przychodzi do głowy, by rozkładać je na czynniki pierwsze. Rozmawiamy, słuchamy, czytamy. Ale czym tak naprawdę jest mowa? I jak językiem opisać język?

Kategorie
o tym i owym

Chrześniak czy chrzestniak?

Zastanawialiście się nad tym, dlaczego mówimy [chrześniak] skoro chrzest? Skoro mamy chrzestnych?

Otóż wynika to z uproszczenia grup spółgłoskowych “st + ni”, jest ona bowiem trudna do wymówienia i sprawiała dość duży kłopot. Została więc zredukowana do “ś + ni”. Stąd też nie powiemy już dziś “chrzestniak”, “chrzestniacy”, “chrzestniaczka” a “chrześniak” czy “chrześniacy” i “chrześniaczka”. I taka jest już teraz norma. Co prawda, “chrzestniacy” pojawiają się jeszcze w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny, ale już w Nowym słowniku Ortograficznym PWN-u nie.

Warto się zastanowić nad tym, dlaczego analogicznego uproszczenia nie uzyskała grupa spółgłoskowa w “chrzestnych”. Mimo że czasem z niedbalstwa zdarza nam się mówić [chrześni], to jednak poprawną formą są chrzestni. Może potrzeba jeszcze trochę czasu.

Przyjrzyjmy się też innym przypadkom chrztu.

przypadek liczba pojedyncza liczba mnoga
mianownik chrzest chrzty
dopełniacz chrztu chrztów
celownik chrztowi chrztom
biernik chrzest chrzty
narzędnik chrztem chrztami
miejscownik chrzcie chrztach
wołacz chrzcie chrzty

Tutaj również doszło do uproszczenia, gdyż inaczej musielibyśmy mówić chrzstu, chrzstowi, chrzstem, chrzście. A zbitki spółgłoskowej chrzst- nie wymówi bez trudu chyba nawet Czech, dla których takie twory są bardziej popularne 🙂

Zobacz więcej: Wyjaśnienie RJP

Kategorie
o tym i owym Trudna sprawa

Podgłośnić czy pogłośnić?

Wybaczcie, że nie pisałam, nie zapomniałam o Was, po prostu brakuje mi czasu. Wracam jednak z pośpiechem, by napisać o zagadnieniu zaproponowanym mi na Facebooku – jak powinniśmy mówić – podgłośnić czy pogłośnić?

Ten dylemat językowy nie jest nowy, wystarczy zajrzeć do poradni językowej PWN-u, a znajdziemy tam cztery wypowiedzi na nurtujący nas temat:

  • antonim do ściszyć – prof. Mirosław Bańko radzi w 2002 roku, by raczej mówić “daj głośniej” lub “nastaw głośniej”,
  • nie przyciszyć, ale wręcz przeciwnie – dwa lata później niewiele się wyjaśnia i prof. twierdzi, że ewentualnie, potocznie, można by mówić “pogłośnić”,
  • „anty-ściszyć” – w 2005 również niewiele się zmieniło,
  • podgłośnić – w 2006 również Mirosław Bańko odpowiada na pytanie w tej sprawie. Pisze, że jeśli wybierać między podgłosić, a podgłośnić, to lepsza będzie ta druga forma.

Przyjrzyjmy się temu. Zdecydowana większość z nas mówi “podgłośnij”, “zgłośnij”, bo tworzymy opozycję do “ścisz”. “Podgłośnić” kojarzy się nam z “podkręcić”, z którym nie ma kłopotu. I myślę, że właśnie dlatego nie powinniśmy się martwić, jeśli w ten sposób będziemy mówić. W końcu tak jest krócej, niż “zrób głośniej”. A słowniki kiedyś nadążą.

A jak Wy mówicie?

Kategorie
o tym i owym

Olala…trutututu… – czyli Gessler style!

Wchodzę dziś rano na Facebooka, a tam na połowie mojej tablicy Magda Gessler. Czytam i coraz bardziej nie wierzę. Co się dzieje, czemu Pani Gessler tak szaleje? Zamieszcza między innymi trzy takie wpisy na swoim “wallu”:

 Pisze..czesto w biegu, w samochodzie, w przerwie, na planie…kropki sa moje i nic Niektorym do tego..nie podoba sie..trudno,.Nie bede sie dostosowywac…:) polskie znaki..odczepcie sie.. Nie wszystkie moje sprzety maja.. Tak jak jest lubie.. Wpisy o poprawnej polszczyznie i jezyku…dziekuje za rady..to moj swiat, ktory polubiliscie… Inny nie bedzie:) milego dnia

…………………..lubie………………..:)

Olala…trutututu….kropki rzadza…Gessler Style:) ko lo ro wo i ………wesolo mi…milego dnia.

(Źródło)

Nie mam czasu ani chęci czytać wszystkich komentarzy pod postami Pani Magdy, ale nie trzeba być omnibusem, żeby domyślić się, że to dość niespodziewana reakcja na krytykę jej pisowni. Wydawałoby się, że celebryci (jak myślicie? Czy Magda Gessler powinna zaliczać się do tej grupy?) są na krytykę uodpornieni. A tutaj mamy idealny przykład, jak ktoś kompletnie sobie nie radzi z tym, że zwrócono mu uwagę na nadużywanie wielokropków, brak polskich znaków i błędy. Pani Gessler jest restauratorką, nie musi być geniuszem ortograficznym. Ale jednak tak ostra reakcja bardzo mnie zaskoczyła.

Przyjmujecie takie usprawiedliwienia jak pisanie w biegu? Czy naprawdę “stylowo” wygląda więcej wielokropków w zdaniu niż liter?

Kategorie
o tym i owym

Emotikony i ich zapis

Już ponad rok temu odbyła się w na tym blogu dyskusja na temat tego, w jaki sposób zapisywać emotikony. I właściwie ani wtedy nie mogliśmy dojść do żadnych konkretów, ani teraz. Nie oznacza to jednak, że nie możemy po raz kolejny na ten temat podyskutować.

Mamy właściwie dwie możliwości: stawiać odstęp między wyrazem a emotikonem lub go nie stawiać, poniżej dwa przykłady:

  • Hihih ahahah huhuhu 🙂

lub:

  • Hihih ahahah huhuhu:)

Kłopot polega na tym, że w tym drugim przypadku dwukropek i nawias nie zamienią się w obrazek, do którego tak jesteśmy przyzwyczajeni. Są jednak i tacy, którzy celowo nie chcą mieć grafiki, bo ich zdaniem oddaje ona zupełnie coś innego.

Warto jeszcze zastanowić się nad innym aspektem – jak zapisać emotikon, gdy występuje on na końcu zdania? Przed kropką, za kropką, a może zamiast kropki?

  • Hihih ahahah huhuhu :). Tutaj obrazek sugeruje odniesienie do wypowiedzi w zdaniu.
  •  Hihih ahahah huhuhu 🙂 W tym miejscu mamy chyba do czynienia z miniaturyzacją języka.
  •  Hihih ahahah huhuhu. 🙂 Tutaj obrazek może sugerować, że został dodany po prostu, a nie odnosi się do wcześniejszej wypowiedzi.

Mimo że emotikony zakorzeniły się chyba we wszystkich językach świata, to w Polsce nikt się jeszcze (chyba, bo może nie dotarłam) nimi nie zajął z punktu językowego. Dlatego powstał ten wpis – z intencją inną niż zwykle – nie wyjaśnia dylematów. Chciałabym po prostu poznać Wasze zdanie na temat formy zapisu. Może wyjdzie nam z tego coś ciekawego.

Zatem w jaki sposób Wy zapisujecie emotikony?

Kategorie
o tym i owym

Murzyn, czarnoskóry, Afrykanin?

Jakiś czas temu ukazał się w Polityce artykuł omawiający problem nazywania czarnoskórych mieszkańców Polski (i nie tylko). Co zrobić z „Murzynem”? Zmienić nazwę na Afroamerykanin, jak w amerykańskiej kulturze, a może stosować nazwę Afrykanin, skoro mamy Azjatę? Dylemat ten jednak nie został rozwiązany, gdyż Afrykanin może być przecież również biały, jak i może być Arabem. Afroamerykanin to nazwa zarezerwowana wyłącznie dla czarnoskórych Amerykanów, więc u nas też nie może się przyjąć.

W artykule poruszone zostaje między innymi podejście językoznawców (przywołany zostaje prof. Ireneusz Bobrowski), którzy nie widzą nic złego w „Murzynie”, gdyż na przykład „pięknej murzynce” daleko od pejoratywnego określenia. Czy jednak mają oni rację? Moim zdaniem określenie murzyn ma i będzie miało negatywny wydźwięk. Przenieśmy się na chwilę do Stanów Zjednoczonych i zastanówmy się nad tym, jakie mogą nam grozić konsekwencje za nazwanie Afroamerykanina „Nigga” lub „Nigger”. W bardzo prosty sposób można zrozumieć, dlaczego czarnoskóry Amerykanin może się takim określeniem poczuć urażony. Podobnie jest z Murzynem w języku polskim. Wciąż za rzadko zastanawiamy się nad nazewnictwem, które tylko pozornie nas nie dotyczy. Czarnoskórych jest przecież w Polsce coraz więcej.

Warto zwrócić uwagę na wierszyk, który od dziesiątek lat znajduje się w podręcznikach do języka polskiego (naszych rodziców, naszych, a także naszych dzieci) – Bambo Juliana Tuwima. Tak, jak również wspomniano w omawianym przeze mnie artykule, po głębszej analizie, wierszyk ten jest poniżający. Czy naszym dzieciom naprawdę musi się wpajać już od pierwszych lat edukacji określenie Murzyn? Mimo że najprawdopodobniej nikt „tam u góry” po prostu tego nie przemyślał?

Kolejny przykład: Jak często komentatorzy sportowi używają podczas meczu stwierdzenia „czarnoskóry piłkarz”, podczas gdy biali piłkarze są po prostu wymieniani z imienia i nazwiska? Czy dodawanie tego epitetu naprawdę jest konieczne? Określenie to pozornie jest nieszkodliwe, a jednak przykleja etykietę.

Żyjemy w coraz bardziej delikatnych czasach. Ostatnio wielkie kontrowersje wzbudza kampania marketingowa promująca ateizm – „nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”, a jakiś czas temu na billboardach można było zobaczyć obcokrajowców nawołujących do akceptacji. Karci się też osoby nazywające homoseksualistów pedałami. Wszystko po to, by zwiększyć świadomość i tolerancję. Zatem czy określenie Murzyn naprawdę jest w porządku? Nawet, jeśli z językowego punktu widzenia jest, to raczej w społeczeństwie nigdy nie będzie. Chcemy być cywilizowanym krajem, to zachowujmy się w taki sposób. Oczywiście, nie uważam, że powinno się za takie przezwiska trafiać do więzienia, ale wystarczyłoby trochę delikatności, a mentalność mogłaby się zmienić.

Nikt nie lubi być przezywany, a tym bardziej nikt nie lubi, gdy nazywa się go w sposób, który mu nie odpowiada (a tak właśnie jest w przypadku czarnoskórych nazywanych Murzynami). Ale tak się przyjęło – do każdego musi być przypisana łatka – „Ty okularniku”, „Ty rudzielcu”. Czy Murzyn, Czarnoskóry, Afroamerykanin, a już tym bardziej Czarnuch, nie może być po prostu Nigeryjczykiem, Kenijczykiem lub Somalijczykiem (tak jest na przykład w krajach arabskojęzycznych)? Mamy przecież Niemców, Czechów i Francuzów?

Możecie powiedzieć, że Murzyn to zupełnie co innego, niż Nigger. Zgodzę się. Nikt chyba jednak nie zaprzeczy, że utarły się w naszym języku pejoratywne powiedzenia i dowcipy jednoznacznie określające tę nazwę negatywnie, a nigdy pozytywnie.

Język językiem, ale przecież to nie wszystko. Emocje też się liczą.