Kategorie
o tym i owym

Wrażenia po praktyce w gimnazjum

Witam, dziś chciałabym skomentować kolejne praktyki. Nawiązuję do wpisu z zeszłego roku. Przyznaję, że ten stopień edukacji jest nie lada wyzwaniem. Uczniowie gimnazjum (zwłaszcza pierwszej klasy) myślą, że jeśli są w innej, bardziej dorosłej szkole, to mogą sobie na wszystko pozwolić. Nie zdają sobie sprawy, że teraz należy uczyć się więcej, że nauczyciel może wziąć każdego do odpowiedzi bez podawania przyczyny. Kolejna sprawa to skandaliczne zachowanie na przerwach. Dobrze, że w szkole, w której odbywałam praktyki, nauczyciele prowadzą dyżury na przerwach. Gdyby nie to, pewnie gimnazjaliści powchodziliby sobie  na głowy. Dosłownie.

W tym roku wprowadzono nową podstawę programową. Wszyscy pierwszoklasiści zobowiązani byli do kupna nowych podręczników, które de facto tanie nie są. Czy to dobrze? Dziwi mnie fakt, że coraz więcej na tych uczniów nakładają. Na przykład, połowa lektur z drugiej klasy jest do przerobienia już w klasie pierwszej. Ale czy naprawdę dwunastolatek zrozumie Małego Księcia? Moim zdaniem nie każdy. Z takimi lekturami warto poczekać do późniejszej klasy. Gimnazjaliści mają na głowie coraz więcej, a wcale nie są nagle mądrzejsi. I nie mam zamiaru tutaj kogokolwiek obrażać. Po prostu dwunastolatek jest na poziomie inteligencji dwunastolatka i wprowadzenie większych wymagań nie da mu nagle 20 punktów IQ. Zdziwił mnie fakt, że podczas prowadzenia lekcji poprosiłam uczniów o wypisanie cech postaci (przerabialiśmy opis postaci), a jeden uczeń (w pierwszej klasie) spytał mnie co to jest cecha.

Zatem czy naprawdę dobrze Ministerstwo Edukacji postąpiło?

Kategorie
o tym i owym Trudna sprawa

Prawidłowy zapis bibliograficzny

Czas przygotowania prezentacji do matur ustnych ponownie powoli się zbliża… Postanowiłam więc (dziękuję za propozycję Przemka z eRIZ’s weblog) napisać parę słów o poprawnej bibliografii.

Na początku muszę wspomnieć, że bibliografia, którą należy złożyć w tej sytuacji, jest jakimś przedziwnym wymysłem. Takie szczegóły jak numery ISBN (International Standard Book Number – Międzynarodowy Znormalizowany Numer Książki) czy ISSN (International Standard Serial Number – Międzynarodowy Znormalizowany Numer Wydawnictwa Ciągłego, zatem dotyczący czasopism), nie są wymagane w dużo poważniejszych pracach, na przykład zaliczeniowych czy magisterskich. Wydawałoby się, że “ci u góry”  chcą po prostu utrudnić życie biednym maturzystom. Czy tak jest? Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi. Poniżej napiszę więc parę słów o tym jak powinien wyglądać prawidłowy zapis bibliograficzny.

Wstępnie, tak powinien wyglądać schemat:

Imię i Nazwisko
Klasa

Temat nr 69 (jeśli znasz nr)
Temat

I. Literatura podmiotu: (dzieła, które opisujesz)
1.
2.

II. Literatura przedmiotu: (to, co opisuje to,  o czym piszesz)
1.
2.

podpis

A teraz konkretnie:

Ważne, aby być konsekwentnym w tym, jak się pisze, na przykład:

A. Mickiewicz, Adam Mickiewicz, Mickiewicz A., Mickiewicz Adam – Nieistotne w jaki sposób zapiszesz, ważne, by zawsze tak samo. Sugerowałabym jednak, aby nazwisko było z przodu, bo łatwiej ułożyć listę nazwisk alfabetycznie.

książka:

Autor, tytuł kursywą, miejsce wydania rok, ISBN jeśli wymagany.

Goethe J. W., Cierpienia młodego Wertera, Bydgoszcz 1974, ISBN: 83-85069-05-4.

fragment książki:

Autor, tytuł kursywą, miejsce wydania rok, ISBN jeśli wymagany, numery stron.

Goethe J. W., Cierpienia młodego Wertera, Bydgoszcz 1974, ISBN: 83-85069-05-4, s.110-121, s. 223-300.

praca zbiorowa (jeśli jest więcej autorów):

Tytuł kursywą, red. (lub pod red.) nazwisko i inicjał imienia redaktora, miejsce rok wydania, ISBN jeśli wymagany, ewentualnie numery strony.

Słownik terminów literackich, pod red. Janusza Sławińskiego, Wrocław 2002, ISBN: 97-88830-40-3, s.22-23.

jeden artykuł (rozdział) w książce:

Autor, tytuł artykułu kursywą [w:] tytuł książki kursywą, miejsce rok wydania, ISBN jeśli wymagany, ewentualnie numery stron.

Bereza H., Powieść [w:] Sztuka czytania, Warszawa 1966, ISBN: 00-00000-00-0, s. 50-120.

jeden artykuł (rozdział) w książce innego autora, redaktora, pracy zbiorowej:

Autor, tytuł artykułu kursywą [w:] red. (pod red., lub tylko nazwisko), tytuł książki kursywą, miejsce rok wydania, ISBN jeśli wymagany, ewentualnie numery stron.

Fiut A., Między autobiografizmem a autotematyzmem [w:] Głowiński A., Dowód nietożsamości. Proza Wilhelma Macha, Wrocław 1976, s. 122-156.

artykuł w czasopiśmie:

Autor, tytuł artykułu kursywą, Czasopismo rok wydania, nr, ISSN jeśli wymagany, ewentualnie numery stron.

Sandauer A., Samobójstwo Mitrydatesa, ?Miesięcznik Literacki? 1967, nr 11, ISSN: 00-00000-00-0, s. 37-45.

źródło internetowe:

Autor, tytuł kursywą, nr, jeśli to czasopismo, link, data dostępu.

Bród M., Bibliografia do matury ustnej z języka polskiego,  https://filolozka.brood.pl/bibliografia-do-matury-ustnej-z-jezyka-polskiego/, dostęp 24.10.2008.

Podane przykłady powyższych pozycji mogą być fikcyjne.

Ważna informacja: kultura języka polskiego wymaga, aby w przypisach najpierw widniał inicjał imienia, potem nazwisko, w przeciwieństwie do bibliografii, którą zaczynamy od nazwiska.

Mam nadzieję, że się przyda, w razie jakichkolwiek problemów, proszę o pisanie o nich w komentarzach.

Kategorie
Trudna sprawa

Czy nauczyciel powinien świecić przykładem pod względem językowym?

Nie wiem czy ktoś zwrócił uwagę, ale kilka dni temu, prowadziliśmy z eRIZem dość burzliwą dyskusję. Ja uważałam, że nauczyciel powinien świecić przykładem, jeśli mowa o wysławianiu się, ponieważ to właśnie on (i rodzice) dają uczniom (dzieciom) przykład. eRIZ stwierdził, że ciężko jest jednocześnie dobrze się wypowiadać i mówić “na chłopski rozum”.

eRIZ
17 września 2008 o 19:24

“Otóż dziś rozpoczęłam swoje praktyki ciągłe w szkole podstawowej. Jestem troszeczkę przerażona, lecz wydaje mi się, że podołam i dam radę Wystarczy, że uda mi się jakoś do tych dzieciaków podejść.”

No, chyba najłatwiejsza możliwa robota Ci się trafiła. ;]
Ze starszymi byś miała dużo większy problem.

“Tam pisze, że? W każdym bądź razie? Musimy to jakoś wymyśleć? Kurcze? Smutno mi się zrobiło”

A czy mowa potoczna, to jest to samo, co język pisany? Czy na 100% prawidłowo wymawiasz ?jabł?? Tak samo i z frazeologizmami. ;]
Magdalena Bród
17 września 2008 o 22:10

@eRIZ, wcale nie najłatwiejsza. Dzisiaj dzieciaki rzucały się szklanymi butelkami, szkło się tłukło, wczoraj przeklinały na nauczycielkę? Sama szósta klasa? Są gorsi niż gimnazjaliści. Olaboga!

Oczywiście, że mowa potoczna to co innego niż język pisany, ale jest jeszcze coś takiego jak oficjalna polszczyzna. Każdy nauczyciel ma obowiązek się nią posługiwać!
Bez wyjątków. To w nauczycielach tkwi przyszły słownik ich uczniów.
eRIZ
19 września 2008 o 21:43

Nie, ja powiem tak – a gdzie są/byli rodzice?

Wolę nauczyciela, którego rozumiem i jest w stanie po ludzku przekazać to, co ma na myśli, niż takiego, który używa ?ąę? na każdym kroku, a sprawia, że cała klasa go nie słucha i śpi.

Nie chodzi mi tu bynajmniej o to, że słownik słuchaczy może być ograniczony, ale – na litość Boską – dużo bardziej przystępne jest słuchanie normalnego języka niż rozprawy naukowej. I mnie to osobiście irytuje – zamiast zachowywać się jak człowiek, zachowuje się jak naukowiec, którego mało kto rozumie. Teoria a praktyka, to są dwie różne rzeczy, droga Filolożko. Lepiej się już wyrażać mową potoczną i mieć większe nadzieje, że przekazywane treści trafią do uczniów, aniżeli uczniowie prześpią całą lekcję nic z niej nie wynosząc (rzecz jasna, niedosłownie :P).
Magdalena Bród
19 września 2008 o 23:03

Jest różnica między językiem zrozumiałym a błędami językowymi, drogi eRIZ i tego nie da się podważyć. Można mówić zrozumiale i jednocześnie poprawnie.
eRIZ
20 września 2008 o 0:13

Fakt, aczkolwiek często się zdarza, że to tylko subtelna różnica?

Kolokwializmy, czy inne tego typu wyrażenia (stosowane, oczywiście, z umiarem) stanowią jednak pewne urozmaicenie. ;]

A i uczniowie mają także powód, żeby się trochę pośmiać, bo jednak warto czasem popełniać błędy. ;]
Magdalena Bród
20 września 2008 o 1:06

heh. Nie rozumiem Twojego toku myślenia. Nauczyciele nie są od tego, aby popełniać błędy. Śmiać nie powinno się z nich, a ewentualnie z nimi. Bo jaki autorytet ma nauczyciel, z którego się uczniowie śmieją? Albo taki, który nie mówi poprawnie?
Powtarzam. Nauczyciel, w tym wypadku polonista, jest od tego, by dzieci nauczyć mówić poprawnie. Jak mają tego dokonać uczniowie, skoro osoba o najwyższym autorytecie w tym przypadku – popełnia błędy.
Nie rozumiem co tu podchodzi pod (tę) dyskusję.
eRIZ
20 września 2008 o 11:54

Popatrz – podręczniki są tak beznadziejnie pisane, że ciężko odróżnić je od encyklopedii. I przyznam, że zagadnienia są wyjaśniane tak sztucznym językiem, iż ciężko je pojąć od razu i trzeba rozklepywać zdania wg ?co autor/poeta miał na myśli?.

Jeśli nauczyciel używa tego samego języka, co w książkach (pseudomądrego), to jakie są wyniki nauczania??

Ja nie mówię, że z nauczyciela, ale właśnie, że z nauczycielem. A dystans do tego typu zasad też jest potrzebny. Pomyśl tylko, co jest po latach, gdy sobie już dorośli uczniowie powiedzą ?a ten/ta, to była niezła, , fajny był(a)?. Lepiej tak niż, ?o, ten/tamta fatalna, niczego mnie nie nauczył/a?.

Poprawność polityczna nie zawsze wychodzi na zdrowie, nadgorliwość gorsza od faszyzmu. ;]
Magdalena Bród
20 września 2008 o 14:52

To musiałeś korzystać z beznadziejnych podręczników. Ja takiego problemu nie miałam. Były pisane czytelnie i zrozumiale, a definicje były wyjasniane ?Na chłopski rozum?.

Znów zapętlasz się w tym, co napisałeś we wcześniejszym komentarzu. Więc i ja powtórzę: Można, bez problemu, mówić poprawnie i zrozumiale. Nauczyciele nie mogą mówić z błędami językowymi.

Ani poprawność polityczna ani nadgorliwość nie mają tu nic wspónego.
eRIZ
20 września 2008 o 14:55

Niestety, ja sobie podręczników nie wybieram, są one określane z góry?

Można, ale to są wyjątki?
Magdalena Bród
20 września 2008 o 17:04

To nie są żadne wyjątki. Nie rozumiem, bez obrazy, ale musisz mieć naprawdę jakąś traumę związaną ze szkołą.
Dobry nauczyciel ZAWSZE wysławia się jednocześnie zrozumiale i poprawnie.

Pozwoliłam sobie tę dyskusję zamieścić i jednocześnie zachęcić do zabrania głosu.

Skąd wiesz o tym blogu?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Kategorie
Trudna sprawa

Parę słów o pierwszym dniu w szkole…

Otóż dziś rozpoczęłam swoją praktykę ciągłą w szkole podstawowej. Jestem troszeczkę przerażona, lecz wydaje mi się, że podołam 😉 Wystarczy, że uda mi się jakoś do tych dzieciaków podejść.

Udało mi się nawet załapać na konferencję… I tutaj doznałam szoku. Ci wszyscy pedagodzy i nauczyciele, którzy regularnie uciszają swoich uczniów… Sami musieli być uciszani przez dyrektorkę szkoły 🙂
Czyż to nie ironia?

Ale ogólne wrażenia – pozytywne.

Kategorie
Trudna sprawa

Zarobki nauczycieli…

Chciałabym sprowokować dyskusję na temat zarobków nauczycieli. Nie piszę w tym wypadku tylko o polonistach, o wszystkich innych również. Niestety nauczyciele języka polskiego mają w porównaniu do belfrów z języków obcych, o tyle problem, że nie mogą sobie “po godzinach” dorabiać w szkołach językowych.

Pragnę zauważyć, że etat nauczyciela to 18h w tygodniu. Pierwsza myśl – jak mogą chcieć zarabiać więcej, skoro mają niecałe pół standardowego etatu. Prawda. Ponadto, pani doktor z dydaktyki języka polskiego, powiedziała nam kiedyś na zajęciach, że Związek Nauczycielstwa Polskiego nie chce pozwolić na to, aby ten etat przewidywał większą ilość godzin. W takim razie nie powinniśmy rozumieć narzekania nauczycieli. Jak mogą chcieć zarabiać tyle, co przeciętny “biurkowiec” w 40 h/tydzień. Tyle, że kij zawsze ma dwa końce. Jaki wpływ na decyzje ZNP ma przeciętny kontraktowy nauczyciel? Żaden.

Kolejna sprawa. Wolne dwa miesiące wakacji, dwa tygodnie ferii zimowych, święta Bożego Narodzenia, święta Wielkanocne, Dzień Nauczyciela i parę innych. To prawda. Gdzieś na jakimś forum wyczytałam, że nauczyciele to lenie i nieudacznicy, bo nikt ambitny nie wybrałby zawodu z tak dużą ilością wolnych dni. Co za brednie! Jakby nie patrzeć, człowiek po ośmiogodzinnej pracy biurowej zwykle nie “odrabia pracy domowej” do późnych godzin wieczornych. A czy za to nauczycielom płacą? Nie!

Jeszcze coś. Płaca nauczyciela płacy nauczyciela nierówna. Mamy przecież cztery stopnie: stażysta, kontraktowy, mianowany i dyplomowany. Im wyżej na tym szczeblu, tym zarobki wyższe. Z drugiej zaś strony, często młodym nauczycielom “obcina się skrzydła” jeśli chcą się piąć po szczeblach edukacji. Pomijając już fakt, że między pierwszym, a ostatnim tytułem potrzeba co najmniej dziesięciu lat.

I ostatni argument. Czy wykształcony nauczyciel powinien zarabiać tyle, co pani po podstawówce w Tesco przy kasie? Gwoli ścisłości, właściwie ilu jest nauczycieli, którzy popołudniami w ten właśnie sposób dorabiają?

Mam nadzieję, że ten wpis jest w miarę obiektywny. Czekam jednak na opinie.